Życia osobistego skrawek pod kątem tęsknoty.

 

Witajcie :) 
Dziś chciałabym poruszyć temat bardzo dla mnie prywatny, ale zarazem doskonale znany każdemu z Was. Porozmawiamy o tęsknocie, która doskwiera przede wszystkim tym, którzy dłuższy czas przebywają z dala od swoich bliskich. Chętnie opowiem Wam o tym jak wygląda moja tęsknota, za czym tęsknię oraz jak sobie z nią radzę, zwłaszcza w kryzysowych momentach. Prawdopodobnie będzie to długi wpis, nad którym należy się skupić, dlatego też proponuję zasiąść do czytania z kubkiem ulubionego napoju bądź talerzykiem przekąsek. Tym z Was, którzy są wrażliwi proponuję zaopatrzenie się w chusteczki, może być wzruszająco :) 
 
Z tęsknotą zaczęłam oswajać się już od najmłodszych lat. Mój tato wiele lat pracował w Niemczech, a więc z dala od rodziny. Przebywał w najprzeróżniejszych zakątkach sąsiedniego kraju, w związku z czym nie widywałam go dość często. Podróże były przede wszystkim bardzo męczące, stany dróg i samochodów nie dawały dużego komfortu jazdy. Rodził się też strach przed taką podróżą, ponieważ w latach ’90 kontakt telefoniczny był znacznie utrudniony. Dziś z każdego zakątka możemy napisać choćby SMSa i poinformować bliskich na jakim etapie trasy jesteśmy, kiedyś nie było to możliwe. Pamiętam jak dziś, kiedy z mamą przez jakiś czas mieszkałyśmy u dziadków, ponieważ od nich odległość do miejsca zamieszkania taty była sporo krótsza niż do Wrocławia. Co kilka dni zamawiałyśmy na poczcie rozmowę międzynarodową, o określonej godzinie stawiałyśmy się i próbowałyśmy skontaktować z tatą. Niestety były takie chwile, że aktualnie go w biurze nie było i Nasza szansa na rozmowę przepadała. Po jakimś czasie pojawiły się budki telefoniczne na kartę, wtedy również przy budynku poczty spędzałyśmy dużo czasu. Oczywiście kiedy tato przyjeżdżał choć na kilka dni, było to ogromne święto. Wielkie oczekiwanie, gotowanie, radość. Myślę, że wtedy nie zdawałam sobie do końca sprawy z tego czym jest tęsknota. Bardziej odczuwałam i rozpoznawałam stan oczekiwania i radości. Dopiero teraz, z perspektywy czasu wiem, jak ogromną tęsknotę miała w sercu moja mama i ja. Lata mijały, pojawiła się możliwość zamieszkania z tatą za granicą, z której oczywiście skorzystałyśmy. To były piękne i niezapomniane czasy. Skończyły się jednak, gdy podrosłam na tyle, że nadszedł czas pomaszerowania do przedszkola. Później zaczęło się szkoła, lata wciąż mijały, tęsknota i brak rosły. Dla mnie to było coś jak wychowywanie się bez ojca, nie był, a bywał. Do czasu kiedy byłam dzieckiem, tak jak pisałam wcześniej, oczekiwało się jego przyjazdów, a potem wykorzystywało i chłonęło każdą najmniejszą chwilę. Kiedy jednak zaczęłam wchodzić w okres dojrzewania tęsknota odeszła na drugi plan, a pojawiła się złość i niezrozumienie. Niestety to się odbiło na moich relacjach z tatą co objawiała się częstymi kłótniami, kiedy był w domu. Mamy bardzo podobne charaktery i było nam na prawdę ciężko się porozumieć. Kiedy natomiast mój okres nastoletniego buntu minął, podrosłam na tyle, aby móc odbywać samodzielne podróże, zaczęło się polepszać. Wszelkie ferie, dni wolne czy wakacje starałam się jak nie z mamą to sama jeździć do taty. Cóż to były za podróże! Kilkanaście, a czasem i kilkadziesiąt godzin spędzonych w autokarach. Stanie w kilometrowych kolejkach na granicy. Było to wszystko jednak warte swej ceny, bo po pierwsze odbudowywałam i podtrzymywałam kontakty z tatą, a po drugie zwiedziłam na prawdę spory kawałek Niemiec. Kolejne schody zaczęły się kiedy tata już na stałe zjechał do Polski. Ja byłam już kobietą, a on miał chyba wciąż przed oczami obraz małej dziewczynki. Bardzo się kłóciliśmy, a biedna mama była między młotem a kowadłem. Wspominając to wszystko uświadamiam sobie jak silną kobietą jest, że potrafiła funkcjonować między dwoma ukochanymi, a jednak skaczącymi sobie do gardeł osobami. Poza tym podziwiam ich obojga, że przetrwali te długie lata rozłąki i dziś są szczęśliwym małżeństwem, które wychowało prawego, wykształconego i znającego wartości rodzinne człowieka. Ja oczywiście również mam z tatą dobre kontakty, nie są może idealne, ponieważ wciąż te same charaktery robią swoje, ale myślę, że jest dumny z tego, co w życiu osiągnęłam. Ja z kolei jestem bardzo dumna z nich obojga. Z taty, że przez tyle lat potrafił utrzymać rodzinę, żyć uczciwie względem kobiety, którą kocha, zapewnić mi wspaniałe dzieciństwo okraszone nie tylko prezentami, ale też poznaniem innej kultury, innego kraju, ukształtowaniem moich dzisiejszych zainteresowań. Z mamy zaś, że była bardzo dzielna, robiła wszystko żeby ułatwić Nam wszystkim te lata rozłąki, dbała o dom i mimo różnych spięć spalała Naszą rodzinę, co zaowocowało dzisiejszymi stosunkami między Nami wszystkimi. Wiem, że moi rodzice to czytają, mam nadzieję, że poczuli ukłucie w sercu takie jak i ja kiedy to pisałam. No dobrze, uroniłam też kilka łezek :) 
 
Dobrze, wróćmy do tęsknoty. Kolejna próba i silne zaznajomienie się z tym uczuciem pojawiło się po maturze, kiedy postanowiłam spakować walizki i wyjechać sama, samiusieńka do Holandii. Nie znałam tam nikogo, pracę jako AuPair znalazłam w Internecie i pojechałam. Oczywiście pojawiły się zgrzyty, że nie chcę iść na studia, że sobie nie poradzę, itd. Bunt z mojej strony był niesamowity, ale dziś wiem, że wszystko to wynikało z troski moich rodziców o mnie. Mimo tego dopięłam swego, pojechałam. Krzywda mi się nie działa, choć nie trafiłam na rodzinę idealną. Mimo wszystko dobrze ten wyjazd wspominam, bardzo się usamodzielniłam, ukształtowałam, wiele z niego wyniosłam. Były to już czasy możliwości swobodnego kontaktu, więc bardzo często rozmawiałam z rodzicami oraz znajomymi przez telefon, Skypa czy poprzez inne komunikatory. Tęsknota była bardzo silna, zwłaszcza w momentach, kiedy wypompowana wracałam z pracy i potrzebowałam wsparcia. Ciężko było również kiedy nadchodziły dni wolne, wtedy oddawałam się zwiedzaniu oraz namiętnej jeździe na rowerze. Czas mijał, miałam chwilę na poukładanie wszelkich myśli w głowie. Ponownie podkreślam, BARDZO tęskniłam, ponieważ był to mój pierwszy samodzielny wyjazd, a do tego na prawie rok. Tato ze względu na pracę mnie w Holandii nie odwiedził, ale mama wpadła na dwa dni i były to na prawdę bardzo znaczące dni. Byłam szczęśliwa, że jest przy mnie, że mogę jej pokazać jak żyję, co robię na co dzień, gdzie mieszkam, gdzie chodzę. Myślę, że ją też uspokoiła ta wizyta, miała pewność, że nie dzieje się nic złego, że żyję na dobrym poziomie i radzę sobie ze wszystkim. Nie poradziły sobie jednak podczas tej próby moje znajomości, ponieważ wiele wydawałoby się bliskich osób, przestało się kontaktować, straciliśmy nić porozumienia. Nie żałuję jednak, ponieważ właśnie w takich sytuacjach wychodzą na wierzch prawdziwe przyjaźnie i takie właśnie przetrwały te próby do dziś :) 
 
Tęsknota dopadła mnie również po powrocie z Holandii, ponieważ w ciągu zaledwie miesiąca postanowiłam, że jadę dalej. Tym razem moim celem były Niemcy, a dokładniej Bawaria. Tutaj również pracowałam jako AuPair, ale tym razem trafiłam na na prawdę wspaniałą rodzinę, która dała mi dużo ciepła i ogrom wsparcia. Z mamą mojej podopiecznej mogłam na prawdę o wszystkim porozmawiać, zrobić babski wieczór czy wyjść na piwo. Poznałam tam też wielu ludzi z różnych krajów, którzy dostarczyli mi naprawdę dużej rozrywki, doładowali do mojego plecaka ogromny bagaż doświadczeń i wspierali kiedy tego potrzebowałam. Myślę, że dzięki temu, iż miałam wypełnioną każdą wolną chwilę nie skupiałam się tak bardzo na tęsknocie za bliskimi. Miałam z nimi ciągły kontakt, byłam na przestrzeni tego roku też przez kilka dni w Polsce. Tutaj oczywiście znów grono „przyjaciół” się pomniejszyło, ale nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Wciąż zostały przy mnie dwie najważniejsze dla mnie osoby, które po raz kolejny podkreślam, są ze mną po dziś dzień. Udało się też zorganizować rodzicom kilkudniowy urlop w mieście, w którym mieszkałam i pracowałam. Poznali rodzinę, u której pracowała, piękne zakątki, które zwiedziłam. Możliwości pokazania tego wszystkiego, tego skrawka mojego samodzielnego życia, daje na prawdę dużo radości i poczucia, że ten kawałek nie jest już tylko mój, nie tylko ja go zasmakowałam, ale odkryłam też przed bliskimi. 
 
Po powrocie rozpoczęłam studia i pojawił się inny rodzaj tęsknoty. Tęsknota za szeroko rozumianą wolnością, podróżami, przygodami, poznawaniem nowych ludzi z różnych kultur. W sprzeczności z tym wyszła również na wierzch tęsknota za posiadaniem partnera, przy którym poczuję stabilizację. Ten rodzaj tęsknoty to jednak temat na zupełnie inny wpis, który nawet nie wiem czy się kiedykolwiek tu pojawi, ponieważ ciężko będzie go powiązać z tematyką bloga. W każdym razie jak większość z Was wie, partner się znalazł i pojawiły się nowe perspektywy. Kiedy ja byłam jeszcze w trakcie studiów nadarzyła się okazja przeprowadzki do Szwajcarii. Pojawił się OGROM różnych uczuć, wątpliwości, skrajnych emocji. Nasz związek był wtedy na etapie odbudowywania po wcześniejszym zwątpieniu, a tu nagle bach!, wyjazd. To był bardzo ciężki okres przepełniony strachem i tęsknotą. Jacek wyjechał, a ja przez prawie dwa miesiące, przez które się nie widzieliśmy, odchodziłam od zmysłów. Codzienne, kilkugodzinne rozmowy na Skype, SMSy, E-maile, chciałam wiedzieć co, gdzie i z kim robi w każdej chwili. Przez to oczywiście dochodziło do bardzo częstych kłótni, zwątpienia, rozpaczy. Dziś wiem, że moje zachowanie było bardzo dziecinne, nierozsądne i niepoparte żadnymi racjonalnymi argumentami, więc w pełni podziwiam go, że to wszystko przetrwał. Oczywiście do dziś zdarzają mi się wybuchy tęsknoty kiedy nie widzimy się przez kilka dni, ale staram się nad tym pracować. Tak, jestem tu w Szwajcarii i znów tęsknię za rodzicami i przyjaciółmi. Dzisiejsze możliwości techniczne ułatwiają kontakty, ale to nigdy nie będzie to samo co spojrzenie drugiemu człowiekowi w twarz, obserwacja jego reakcji, ciepło i obecność. Staram się rozmawiać jak najczęściej, opowiadać o tym co dzieje się u mnie na co dzień aby nie tworzyć zbyt wielkich luk. Dzięki temu za każdym razem możemy porozmawiać tak jakbyśmy się nie widzieli zaledwie kilka dni. Przepływ informacji na bieżąco jest moim zdaniem bardzo ważny, ponieważ podtrzymuje i buduje więzi. Dochodzi jednak też do sytuacji, kiedy na przykład podczas Świąt wtulam się w Jacka i ryczę jak dziecko z tęsknoty i rozpaczy, że nie mogę spędzić tego czasu z rodzicami. Ktoś może powiedzieć, że dzieciak ze mnie płaczliwy, ale nie moi drodzy, to są bardzo silne emocje związane z silnymi więzami z bliskimi. Nie należy się tego wstydzić, trzeba mówić otwarcie. 
 
Jak widzicie tęsknota przewija się przez moje życie od najmłodszych lat. Jest to jednak całkowicie naturalny stan, który uświadamia człowiekowi, że ma w życiu coś bądź kogoś ważnego, czego brak w danej chwili powoduje pewien dyskomfort. Każdy z nas taki dyskomfort odczuwał, odczuwa w tej chwili bądź za jakiś czas odczuwać będzie. Ważne jest moim zdaniem, aby nie zatracać się w tym uczuciu, nie szukać jego negatywnych stron, a odkryć to co pozytywne! Tęsknię za rodzicami, bo ich kocham, bo wiele dla mnie zrobili i jestem im za to wdzięczna. Tęsknię za przyjaciółmi bo ukształtowali mnie, wspierali w najgorszych chwilach, mogę na nich zawsze liczyć, mam szczęście, że są w moim życiu. Tęsknię za miejscami, które przywołują ogrom wspomnień, ale cieszę się, że miałam okazję w nich być i mam nadzieję, że nie raz jeszcze je odwiedzę. Tęsknię za moim kotem, który jest bardzo mi bliskim stworzeniem, ale wiem, że ma wspaniałą opiekę pod dachem moich rodziców i może być dla nich w pewnym sensie namiastką mnie. Tęsknię, ale dzięki temu wiem, że w moim życiu jest wiele ważnych rzeczy, które tworzą mój świat, są jego częścią, mimo iż nie mam ich na wyciągnięcie ręki. Zdaje sobie sprawę, że takie myślenie nie jest łatwe, sama doświadczyłam skrajnych emocji związanych z tęsknotą. Usiądźcie i zastanówcie się przez chwilę, czy jest sens użalania się nad swoim położeniem? Ja miałam to szczęście, że nikt mnie do wyjazdów nie zmuszał, w każdym przypadku były to moje w pełni świadome decyzje. Wiem natomiast, że wielu z Was musiało wyjechać z różnych względów osobistych i gdyby życie Was do tego nie zmusiło, nie opuszczalibyście kraju czy bliskich sobie osób. Nie jestem w stanie postawić się na Waszym miejscu i nie śmiem próbować nawet pisać o tym co możecie w takich sytuacjach czuć. Pomyślcie jednak ponownie, ciężka sytuacja zmusiła Was do zmian, ale z drugiej strony co by było gdyby nie było możliwości do tych zmian? Może ta zmiana, choć ciężka i okraszona wielkimi pokładami tęsknoty, przyniesie z czasem wiele dobrego? Daje możliwości poprawy sytuacji swojej osobistej bądź osób, które opuściliście udając się w nieznane. Nigdy, przenigdy nie traćcie wiary w swoje wybory, możliwości oraz w to, że może być lepiej. Trzeba ciężko pracować, ale praca zawsze prędzej czy później przynosi spodziewane efekty :) 
 
Będzie mi bardzo miło, jeśli zechcecie opisać swoje historie, próby na jakie wystawiło Was życie. Opowiedzcie mi, jak Wy radzicie sobie z tęsknota i czy również potraficie odnaleźć w niej coś pozytywnego. Może macie sprawdzone sposoby, które w sytuacjach krytycznych stawiają Was na nogi?

Pozdrawiam ciepło i życzę wytrwałości! :) 
 
(Visited 609 times, 1 visits today)

17 Comments

  1. Anonimowy napisał(a):

    Bardzo osobisty wpis, ja patrze inaczej bo przez pryzmat Rodziny (własnej) Kochanego Męża, Córeczki (dziecko dużo zmienia), jak kiedyś zakładałam, że świat jest dla mnie domem gdzie bym nie była, tak teraz moja Rodzina gdzie by nie była jest moim domem, czy tu, czy tam. Wcześniej też podróżowałam w sensie mieszkałam za granicą i innych miastach PL. A Rodzice, Rodzeństwo, Babcia, Przyjaciele itd ? jakby nie patrzeć, myślę o Nich, jednak w tym momencie mam swoje życie – Rodzine która jest dla wszystkim łacznie z psem którego inni już dawno by uśpili. Mój Mąż ma identyczne podejście, może po prostu jesteśmy inni ;)

  2. Anonimowy napisał(a):

    ps. przepraszam za błędy, chodziło mi o to, że nie odczuwamy tęsknoty za pozostawioną Rodzina , jedynie za sobą i nie ważne czy to na parę godzin czy na więcej czasu (to jest chyba jedyna tesknota ale nie ma nic wspolnego z emigracja ), a tak to może tęsknimi za Polskimi górami, jedzeniem :) pozdrawiam cieplutko

  3. Jo napisał(a):

    Ja mam w sumie bardzo podobną historię, bo mój tata wyjechał do Austrii, jak miałam 3 latka. I jakbyś o mnie pisała, brak kontaktu, tęsknota-nietęsknota, konflikty w późniejszym czasie… W dodatku mam wrażenie, że brak taty w młodym wieku bardzo wpłynął na mój charakter, poczucie bezpieczeństwa (czy jego brak), brak wzoru mężczyzny w związku.
    A świąt w Szwajcarii sobie nie wyobrażam, chyba bym się zapłakała na śmierć. Czasami strasznie tęsknię, jak widzę, jak szybko dzieciaki moich przyjaciół rosną i nawet tego nie ogarniam. Wkurzam się, że urywają się bliskie kontakty z osobami, które zostały w Polsce, albo próbuję je jakoś za wszelką cenę utrzymać przez skype i maile, ale w sumie…to nie jest to, jeśli nie ma czegoś, co się wspólnie przeżywa.

  4. Anonimowy napisał(a):

    A ja uważam że to normalne, opuszczamy rodzinny dom"gniazdo", nie raz bliżej nie raz dalej albo bardzo dalej, po prostu tak jest, taki jest świat, przeciwnie ja to uważam za zaletę. Tęsknota – hmm nie ma co się oglądać, jak coś można w samolot/samochód i w domu u mamusi obiadek mniam :)
    PS. nie ma co się mazać – twarda bądź !!!
    Pozdrawiam!!!

  5. m@jka napisał(a):

    Anno, bardzo Cię podziwiam! Jesteś samodzielną i dojrzałą kobietką. Taką na miarę XXI wieku. GRATULUJĘ! Imponujesz mi swoim doświadczeniem i światowym obyciem. Postaw się przez chwilę w mojej sytuacji. Mam 39 lat i stałą, bezpieczną posadkę w urzędzie, którą chciałabym wreszcie porzucic i wyjechac do Szwajcarii ale się panicznie boję. Na pewno nie chciałabyś byc na moim miejscu. Nie mam racji? Nie jest mi dobrze tak jak jest i nie umiem tego zmienic. To istna paranoja. Bliskośc rodziny i miejsca urodzenia bardzo mnie ogranicza i blokuje. Takie wielkie serce miłości dla innych lecz nie dla siebie. Mam nadzieję, że wiesz o co mi chodzi. Pozdrawiam!

  6. Nie jesteście inni :) Macie swój świat, który sami zbudowaliście i on jest dla Was najważniejszy, ja to w pełni rozumiem. Jestem również w stanie zrozumieć, że nie odczuwacie tęsknoty za pozostawioną w kraju Rodziną. Podejrzewam, że z czasem również moja tęsknota za Rodziną będzie się zmieniać, osłabiać, to nieuniknione. Kiedy ktoś czynnie nie uczestniczy w naszym życiu codziennym, nie kreuje z nami naszej rzeczywistości to oddala się od nas i przychodzą inne uczucia względem tej osoby.

    Życzę Wam wiele szczęścia i pomyślności! :)

  7. Święte słowa! W dzisiejszych czasach trzeba dbać przede wszystkim o swoją przyszłość i nie oglądać się za siebie. Świadome i nie wymuszone decyzje o wyjeździe znacznie ułatwiają proces godzenia się z nieobecnością pewnych osób, które dotychczas mieliśmy przy sobie na co dzień. Tak jak piszesz, zawsze można wskoczyć w jakiś środek transportu i zorganizować spotkanie z bliskimi :)

    Pozdrawiam bardzo serdecznie!

  8. Joasiu, teraz ja czuję jakbyś pisała o mnie. Również coraz bardziej sobie uświadamiam i odczuwam to, że brak ojca w procesie dojrzewania znacznie wpłynął na to jak postrzegam swój związek oraz partnera. Bardzo często łapie się na tym, że potrzebuję znacznie więcej bliskości, poświęconego czasu czy zapewnienia o uczuciach i "że Cię nie opuszczę" niż osoby, które wychowywały się z obojgiem rodziców, których miały pod ręką na co dzień. Wiem, że pewne moje postawy bywają dla partnera uciążliwe, nie do końca je rozumie, choć jest wyrozumiały i próbuje zrozumieć. Staram się jednak pogodzić z przeszłością i pracować nad przyszłością :)

  9. M@jka, może to co teraz napiszę wydawać będzie Ci się wytartymi sloganami, ale… pamiętaj, że to Ty jesteś odpowiedzialna za swoją przyszłość i to jak postrzegasz swoje życie. To Ty je kreujesz, małymi kroczkami dążysz do poczucia szczęścia, a rodzina i przyjaciele mogą jedynie dorzucać swoje cegiełki… bądź kłody. Jeśli rzucają Ci kłody pod nogi "w dobrej wierze" to prawdopodobnie robią to dla własnego bezpieczeństwa i chęci zatrzymania Cię przy sobie, a nie wsparcia Twojego rozwoju osobistego. Jeśli nie jesteś zadowolona ze swojego dotychczasowego życia to go nie przeżyjesz, a przetrwasz. Czego się boisz? Tego co powie rodzina? Utraty przyjaciół? Spalenia mostów? Może masz obawy, że nie poradzisz sobie w nowej rzeczywistości? Czy rodzina daje Ci poczucie szczęścia i spełnienia czy tylko ogranicza? Czy przyjaciele wspierają Cię w każdym momencie Twojego życia? Jeśli tak, to będą Cię wpierać niezależnie od tego jaką decyzje podejmiesz i jaki krok naprzód postawisz. Jeśli nie zrobią tego to znaczy, że nie są przyjaciółmi. Spalenie mostów, które bazują wyłącznie na przeszłości, a nie torują drogi do przyszłości nie oznacza porażki. Wybudujesz nowe mosty, bardziej wartościowe. Wielu ludzi w różnym wieku o różnym statusie społecznym wyjeżdża za granicę i sobie radzi. Owszem, są tacy, którzy wracają z podkulonym ogonem, ale w moim odczuciu to ludzie, którzy tak na prawdę nie chcieli świadomie wziąć życia w swoje ręce, a zmusiła ich do tego sytuacja. Ciebie popycha do wyjazdu to, że wypaliłaś się, nie czujesz się komfortowo w teoretycznie bezpiecznym miejscu. Przemyśl co masz do stracenia, a co możesz zyskać! Jesteś jeszcze młodą kobietą, która może zawojować swój świat i zmienić go w krainę szczęścia. Uwierz w siebie i w to, że bezpieczna posadka jest przyjemna, ale zawsze można sięgnąć po więcej, żyć lepiej i bardziej świadomie. Trzymam za Ciebie kciuki! Jeśli poukładasz sobie pewne sprawy i podejmiesz decyzję o wyjeździe bądź po prostu będziesz miała ochotę porozmawiać, pisz śmiało na meila.

    Pozdrawiam cieplutko! :)

  10. m@jka napisał(a):

    Anno, wielkie dzięki za tak dojrzały i mądry tekst! Zgadzam się z wszystkim, co napisałaś i chylę głowę wobec uznania i podziwu dla Ciebie. Fajnie, że coraz więcej jest tak świadomych siebie i ciekawych życia i swiata ludzi jak Ty. No naprawdę pokrzepiające. Zawsze marzyło mi się życie na swoich warunkach, takie po swojemu, trochę wbrew innym. Czułam, że w środku coś mnie ku takiemu życiu wyrywa, ale ja wolałał zaufac swojemu rozumowi i wpojonemu szacunkowi wobec obyczajów i tradycji rodzinnych i chyba wielkiej siły patriotyzmu. Dzisiaj to już nie ma takiej mocy. Jakby wyblakło upływem czasu. Jest za to moc wewnetrzna. Ona nie odeszła tylko wciąż rozbudza marzenia. Czas coś z tym zrobic :) Pozdrawiam z serca!

  11. m@jka napisał(a):

    A tak z ciekawości, co z patriotyzmem Szwajcarów? Czy można o nich powiedziec, że są patriotami? Z tego co do tej pory zauważylam, to szacunek do flagi narodowej mają wielki i z dumą ją wywieszają. A z pozostałymi sprawami? Czy bronią swoich narodowych wartości, czy są raczej kosmopolitami?

  12. Anonimowy napisał(a):

    m@jka Szwajcarzy sa bardzo przywiazani do swoich narodowych wartosci. Przykladem tego sa np. do dzis zachowane odrebne dialekty. Pomimo iz Szwajcaria jest bardzo malutkim krajem to zachowala bardzo wiele dialektow. Czasem jedna wioska mowi w odmienym dialekcie, czy miasto – polnocna czesc w innym dialekcie a poludniowa w innym. Poza tym przywiazanie do strojow narodowych, zwyczajow. Takze przywiazanie do pamiatek rodzinnych, przekazywanych z dziada pradziada. Niektore pamiatki rodzinne maja po kilkaset lat.

  13. Maryla napisał(a):

    Tesknota lub uzaleznienie
    Wiele wspolnego mamy my na obczyznie.
    Moja historia jest smutna wiec jej nie opisze,

  14. Michal81 napisał(a):

    Ciekawy i inspirujacy artykul Ania. Na pelne przedstawienie mojej sytuacji konieczne byloby chyba wziecie dnia wolnego w pracy przez czytelnikow….Bo w moim przypadku definicja TESKNOTY jest definiowana na wszelakich plaszczyznach…

    Moj rozdział zycia zagranica zaczal sie juz w 2001 roku, a wiec minie 15lat w tym roku…Wszystko zaczelo sie od wyjazdow do Wlk Brytanii na wolontariaty a tam nieoceniony bagaz doswiadczen z pierwszym ‚work-experience’ w pracy z ludzmi niepelnosprawnymi, niesamowita szkola jezykowa, konktakty z ludzmi z calego swiata i darmowe zwiedzanie kraju oraz poznawanie kultury. Tak naprawde podwaliny pod wszystko co mialo miejsce w kolejnych etapach mieszkania zagranica. Nastepnie krotki, ale mimo wszystko rozdzial zycia w Holandii na Erasmusie podczas wymiany studenckiej.
    A dalej juz wyjazd do UK na rok do pracy w tym slynnym roku 2004 w ktorym setki tysiecy naszych rodakow skorzystalo z akcesji do UE a ja podazylem podobnymi sladami. W miedzyczasie, gdy kontrakt ktory byl ustalony scisle na 1rok nastapil czas powrotu do Polski i dokonczenia ostatniego roku studiow.
    I wtedy wlasnie po powrocie do kraju, akcent TESKNOTY pojawil sie po raz pierwszy, tym razem byla to tesknota nie za sama UK jako krajem, bo super bylo byc z powrotem w domu ale za wszelakimi aspektami zycia zagranica, mentalnoscia, swoboda zycia, infrastruktura, dalej nie bede wymienial bo pewnie sami wiecie majac bagaz doswiadczenia zagranica.

    Okazalo sie ze studiow nie udalo sie dokonczyc, i w efekcie tego decyzja o powrocie do UK, z ponownym znalezieniem sie na tamtejszym rynku pracy wraz z podjeciem studiow na jednym z tamtejszych uniwerkow. Tym razem byl to juz dluzszy etap, w miedzyczasie TESKNOTA za krajem dala o sobie znac na tyle ze zostala podjeta decyzja o powrocie do kraju i szukaniu swojego miejsca tamze. Wielce frustrujacy proces szukania pracy mimo wielu aplikacji oraz rozmow o prace. W koncu, udalo sie dostac prace ale umowa nie zostala przedluzona po okresie probnym, parszywe potraktowanie przez pracodawce, rzucanie klod pod nogi na kazdym kroku przez wspolpracownikow etc.
    No i nastapil kolejny powrot do UK, spowodowany tesknota za panujacymi tam realiami oraz wielkim niepowodzeniem po powrocie do kraju, w jakims stopniu rowniez ucieczka od stawiania czola problemom z jakimi ludzie w Polsce musza sie zmagac.

    No i w koncu obecny okres zycia w w Szwajcarii, a raczej zatrudnienia w tym kraju bo mieszkam w przygranicznej z Basel Francji. Podyktowany tylko i wylacznie wzgledami osobistymi, bo nigdy nie wzialbym pod uwage opcji aby przeniesc sie do kraju w ktorym nie mowie w zadnych z oficjalnych jezykow.
    No i tu mamy do czynienia z tesknota ktora przybrala calkowicie inny wymiar, bo nie tylko z tesknota za Polska ale rowniez po tak dlugim i rozleglym rozdziale zycia w UK, rowniez za pewnymi aspektami zycia tam.

  15. Gosia napisał(a):

    Witaj Aniu.
    Obserwuję często Twojego bloga, ale po raz pierwszy daję wpis, bo nie mogę się powstrzymać.
    Twoje osobiste odczucia, są mi bardzo bliskie od pierwszych wpisów . Nie tylko dla tego, że jesteśmy kuzynkami i doskonale pamiętam te czasy :) Zwłaszcza, kiedy z mamą ( moją Ciocią ) mieszkałyście u dziadków. Dla mnie osobiście to były piękne czasy. Dużo wspomnień, pięknych, niezapomnianych chwil, „głupich” zabaw:) i pamiętam tą radość kiedy przyjeżdżał Twój Tata. Pamiętam też budkę telefoniczną na poczcie :)….
    Jak wiesz, mój tata również wyjeżdżał za granicę. To też były dla na naszej rodziny, ciężkie chwile…. tęsknota o której piszesz nie była nam obca. Podobne odczucia i przeżycia….
    Do momentu choroby mojego Taty, był On gościem w domu. Jego ciężka choroba zbliżyła bardzo moją rodzinę. Wzajemne wsparcie i pomoc….., a było naprawdę bardzo ciężko…
    Po śmierci mojego Taty, popadłam w wielką rozpacz. Mój świat stał się pusty i dopiero wtedy doznałam prawdziwej tęsknoty. Smutek, rozpacz i świadomość że już nigdy w życiu Go nie zobaczę , nie przytulę… Aaaa to był straszny czas. Do dzisiaj łzy płyną po policzkach z tęsknoty…
    Dziś sama jestem za granicą, z daleka od rodziny, przyjaciół, znajomych. Z wyboru oczywiście, ale po części sytuacja rodzinna zmusiła mnie do tego. Tęsknię, tęsknię bardzo za mamą, siostrą i przyjaciółmi. Jak sobie z tym radzę? Najbardziej w tych ciężkich chwilach pomaga mi mój syn. Który zawsze jest uśmiechnięty i daje mi wiele radości. Oczywiście nerwy też mi „psuje”jak każde dziecko, ale jest dla mnie wszystkim i to On daje mi największe szczęście.

    Pozdrawiam Cię Aniu bardzo mocno i całą Twoją rodzinę.
    Mam nadzieję, że uda nam się spotkać w tym Nowym Roku.
    Ściskam i Całuję Gosia

  16. Amanda Niedrich napisał(a):

    Tęsknota nie jest mi obca, ale szczerze i bez bicia przyznam, że zdecydowanie bardziej wolę tęsknić niż wrócić i mieszkać w Polsce. Co nas nie zabije to nas wzmocni, a spotkania po latach czy też miesiącach rozłąki są zazwyczaj dużo przyjemniejsze niż te, które odbywane codziennie przybierają łatkę monotonii :)

  17. Martielifestyle napisał(a):

    Tęsknotę znam doskonale :) Ostatnio mój mąż był na delegacji, wiec doskonale Cię rozumiem. W tym czasie po prostu znajdowałam sobie różne zajęcia. Więcej pracowałam i czytałam :) uporządkowałem w końcu każdy kat w swoim mieszkaniu. Było bardzo ciężko, najgorzej wieczorem, ale jakoś dałam radę :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.