Schnuppertag, dzień próbny w żłobku/przedszkolu.

 

Witajcie! Dziś chciałabym Wam opowiedzieć o tym jak wygląda, a właściwie jak wyglądał mój dzień próbny (Schnuppertag) w jednej z placówek dla dzieci. Wiecie, że póki co pracuję jako opiekunka (więcej na ten temat TU) do dzieci, jednak moje wykształcenie i ambicje zawodowe pchają mnie dalej. Postanowiłam sprawdzić swoje szanse na zdobycie pracy w żłobku, przedszkolu czy innej organizacji zajmującej się opieką nad większą grupą dzieci. Do tego oczywiście niezbędna jest nostryfikacja moich dyplomów. Wysłałam wiele aplikacji załączając swoje CV oraz ksera dyplomów, wszystko oczywiście w języku niemieckim. Część na dzień dobry została odrzucona, część placówek stwierdziła, iż mam za wysokie kwalifikacje (?!), a reszta po prostu zaprasza mnie na dni próbne. Chciałabym opowiedzieć Wam o jednym z takich dni, ponieważ dotychczas nie znałam warunków panujących w tutejszych żłobkach czy przedszkolach i parę kwestii mnie zaskoczyło. Mój Schnuppertag trwał od godziny 9:00 do godziny 16:00 i polegał na uczestniczeniu w życiu jednej z grup. Trafiła mi się grupa ośmiu dzieciaczków w wieku od 3 do 4 lat, a więc takich, z którymi można pogadać i coś konkretnego zrobić. Będąc przy gadaniu, już na początku zostałam poinformowana, że moja nieznajomość Schweizerdeutsch nie jest przeszkodą, ponieważ przy dzieciach szybko złapię podstawy. Faktycznie po tym jednym dniu wiele się słówek nauczyłam.

Wracając do sedna. Placówka znajduje się w centrum Zurychu w trzypiętrowej willi. Każde piętro zajmowane jest przez różne grupy wiekowe. Sale przestronne, kolorowe, całkiem dobrze zaopatrzone w zabawki i pomoce dydaktyczne. Pierwsze pomieszczenie, które wywołało we mnie mieszane uczucia to kuchnia, szeroka może na 3 metry, długa na 5 metrów. Z jednej strony przy ścianie szafki z jedzeniem, zlewozmywak, mikrofala, a z drugiej przewijak i sterta brudnych pieluch. Uhm, od razu straciłam apetyt! Sądzę, że miałam podobną minę do ludzi z sanepidu, którzy by takie miejsce odwiedzili. Druga rzecz to łazienka. Maleńkie pomieszczenie 2×2 metry z normalnym, dużym sedesem i maleńką umywalką. Nie, to nie przybytek ulgi tylko dla personelu, ale dla wszystkich dzieciaków znajdujących się na tym piętrze. W żłobkach, na które dotychczas miałam okazję rzucić okiem, były przestronne łazieneczki z kilkoma umywalkami i kilkoma toaletami. Idźmy dalej, przyszła pora jedzenia.

Placówka ta wyznaje wegetarianizm, na obiad dzieciaki dostały polentę z kukurydzy z sałatką, smacznie i pożywnie. Do picia woda i tu kolejny zgrzyt. Woda, której dzieci nie dopiły została zlana z kubeczków do pojemnika z czystą wodą. Do tego zaproponowano mi napicie się z tego pojemnika, podziękowałam. Mało tego! Chłopiec nie zjadł do końca swojego obiadu, więc aby chyba zbyt wielkich strat nie było jedna z opiekunek (Grupenleiterin) zmiotła wszystko z talerza wprost do swojego brzucha.

Muszę również wspomnieć, że zakatarzone dzieci były wycierane tą samą chusteczką. A co! Niech się pochorują. Pójdźmy jednak na spacer do pobliskiego parku. Ku mojemu zdziwieniu, jak to w Szwajcarii przeważnie bywa, dzieci nie miały na sobie odblaskowych części garderoby. Piękna okolica, wspaniały, kolorowy plac zabaw dla dzieci. Ale, ale! Dlaczego nie idziemy w jego kierunku? Pozostajemy na dużym placu wysypanym żwirem. Dzieci dostają foremki i przyzwolenie na zabawę. Z radością grzebią się w tym żwirze, a opiekunki oddają się rozmowie. Próbowałam dowiedzieć się czemu nie poszliśmy na plac zabaw, ale zostałam delikatnie zbyta.

Ogólnie hasłem przewodnim tejże placówki jest samodzielność. Rozumiem, że należy uczyć jej dzieci od najmłodszych lat, ale to nie powinno być równoznaczne z niezwracaniem na nie uwagi. Opiekunki wydawały się być bardzo znudzone i zmęczone swoją pracą, mało entuzjastycznie odnosiły się do dzieci, mnie również przykazały, abym się nimi zbytnie nie przejmowała i nie interesowała. Mam bardzo mieszane uczucia co do stylu pracy tej konkretnej placówki, ale nie zraziłam się na tyle żeby nie próbować dalej! Gdybyście byli zainteresowani relacją z innych miejsc, dajcie znać! :)


(Visited 807 times, 1 visits today)

18 Comments

  1. Agnes Jakupi napisał(a):

    Czesc Ania

    Wiec ja jedank jestem normalna :)!

    Mam na imie Agnieszka, mieszkam od 20 lat w Szwajcarji i mam 2 male coreczki w wieku 5 i 3 lat. I niestety, to co opisujesz, to norma w wielu placowkach.

    Dzieci musza byc baaaaardzo samodzielne, tak samodzielne, ze w wieku 4 lat musza chodzic same do przedszkola, przechadzac przez ruchliwe ulice bez swiatel (tak jest u nas).

    Niestety jest to norma, ze chore dzieci nadal chodza do przedszkola lub do spielguppe. To nie jest powod, by zostawiac jest w domu…

    Uwierz mi, ze mi sie czasami wlosy na glowie jeza… ach, szkoda slow… Napisz relacje z innych miejsc, ciekawa jestem :)

    Pozdrawiam
    Agnieszka Jakupi

  2. Anonimowy napisał(a):

    Bardzo ciekawy post :) czekam na kolejny z tej serii :) Sylwia

  3. Kasia Kościelny napisał(a):

    jak zderzę Twoją relację z tym co widzę w przedszkolu w mojej miejscowości (ogrodzony plac zabaw, brak możliwości pójścia gdzieś, zrobienia czegokolwiek bez wiedzy wychowawczyni) to lekko mnie to zaskakuje, choć niekoniecznie negatywnie – trudno mi oceniać, która sytuacja jest dla rozwoju dziecka lepsza. z drugiej strony tak odmienne traktowanie dzieci w Polsce i tam, musi też wynikać z innych czynników – jak np. ogólnego poczucia bezpieczeństwa ludzi, które zdaje się być większe w ch niż w pl.
    a tak swoją drogą, czego jak czego, ale aż takiego skąpstwa jak przy użyciu wody, czy chusteczek to bym się nie spodziewała! (choć może to też ma jakieś uzasadnienie? np. zdrowotne – że te zarazki i tak się przenoszą wśród tych dzieci drogą kropelkową, a tak, dzięki dodatkowej pomocy opiekunek można szybciej rozprzestrzenić zarazki i szybciej wyeliminować z grupy dzieci chore… :P (a tak na poważnie – mam nadzieję, że jednak nie taki mają Panie tam pracujące cel… choć nie wiem jaka sytuacja usprawiedliwiałaby takie postępowanie… )

    PS. czekam na więcej takich historii! :)

  4. Magda napisał(a):

    … Mnie też to interesuje…

  5. Anna Paszkowiak napisał(a):

    Nie sądziłam, że będzie taki duży odzew. Dziękuję za zainteresowanie :)

  6. Anna Paszkowiak napisał(a):

    Na pewno pojawią się następne, o ile będę dalej zapraszana na takie dni ;)

  7. Anna Paszkowiak napisał(a):

    Agnieszka, mnie się jeżą do dziś! Na prawdę nie sądziłam, że tak to tu wygląda. Nie chcę uogólniać i wyrabiać sobie opinii o całym systemie na podstawie jednego dnia, ale słyszę głosy z różnych stron, że taka właśnie jest tu rzeczywistość. Rozumiem chęć usamodzielnienia dzieci, ale są chyba jakieś granice między samodzielnością kontrolowaną przez opiekuna, a puszczeniem w samopas. Mnie w Polsce uczono innego podejścia przez co prawdopodobnie ciężko będzie mi się dostosować do tutejszego systemu pracy. Zobaczymy jak będzie w innych placówkach ;)

    Pozdrawiam cieplutko!

  8. Anonimowy napisał(a):

    Brzmi to bardzo obco, inaczej jak w Polsce. Samodzielność dzieci podoba mi się, jak opowiadałam sąsiadce w Polsce, że dzieci w wieku ok. 4 lat same chodzą do przedszkola to nie chciała wierzyć. Tylko – jakie temu towarzyszy bezpieczeństwo na drodze. Samochody jadą nie więcej niż 30 km/h, liczne wysepki, oznakowanie dzieci odblaskami. Choroby – z powodu kataru nie siedzi się w domu. Opowiadała mi koleżanka Szwajcarka, że jej dzieci mają po 15 i 14 lat i nigdy nie brały antybiotyku. Odporność organizmu nie jest z dnia na dzień.
    Mieszkam koło szkoły i przedszkola , nie widzę co się dzieje w środku, ale organizacja z zewnątrz jest bardzo dobra.

  9. Pawel napisał(a):

    Huh, naprawde nie sadzilem ze tak to tu wyglada o.O jestem mega ciekawy kolejnych doswiadczen, mam nadzieje ze beda jeszcze okazje, 3mam kciuki za powodzenie nowej misji! :o)
    Pozdrawiam serdecznie!

  10. Pawel napisał(a):

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

  11. SPARROW napisał(a):

    2.5 roku w CH . Mniejsze miasto – 15 tys ludzi (a moze jednak wieksze ;)) . Moje dzicko2 lata w Kindergarten 300 m od domu . Po 4 miesiacach samo chcialo chodzic do KG – bo inne dzieci tez chodzily , to akurat mi sie podobalo . Znuni – samodzielnie przygotowywalam w domu dzieci jadly razem . Kubeczki do wody mialy swoje , mozna bylo nalewac z kranu . Szkola – pierwsza klasa – Znuni na podworku , zawsze dzieci wyrzucane na zewnatrz (o dziwo zadnegoprzeziebienia) , woda z kranu ,kubeczki w klasie .

    Spielgruppe – moje mlodsze dziecko poszlo w wieku niespelna 2 lat na 2 razy na 2 h do Spielgruppe ,bylo tam 1,5 roku. Jeszcze w pieluchach , nie bylo problemu z przewijaniem , nawet z wielorazowymi pieluchami jak chcialam , jakas pieluszka na zmiane w plecaku i tyle , potem panie same prowadzily do toalety , ktora -tak- byla dla doroslych , ale byly nakladki i nocnik , podnozek … panie zaprowadzaly dziecko i sie tam nim zajmowaly pomagaly . Kubeczki z woda wielorazowe . A chore dzieci … katar to norma , ale nie dziecko goraczkujace . Chusteczki jednorazowe . Tylko ze spielgruppe to grupa dzieci no moze 10 osob i 2 panie .

    Teraz od miesiaca mieszkamy w nowym miecie ,wiosce ;) 9 tys. ludzi .Starszy w nowej szkole – 7 latek , juz po poludniu sam pomaszerowal do szkoly , 300 m , strefa 30 km /h . Nie wiem nadal jak jest z woda , bo Znuni nie je no wiecie nie ma czasu przez 25 minut :) , daje mu bidon z woda .
    Modszy- nie ma miejsc w SpGr. bo to srodek roku ;( , jedem raz na po popoludnie sie znalazlo . Zobacze co maja , bo Zwieri maja wspylne zapewnione przez placowke . Wiem na co zwrocic uwage . Dzis idziemy 1szy raz .

    Pozdrawiam B .

  12. Agnes Jakupi napisał(a):

    @ Anonimowy
    U nas to akurat inaczej wyglada. Przed samym przedszkolem przebiega glowna droga transitowa Wil/Frauenfeld. Jada TIR za TIREM. Oprocz tego traktory i samochody osobowe. Przejscie jest od razu za zakretem. Nie ma wysepki, nie ma oznakowania. W przeciagu ostatnich 12 miesiecy dwoje dzieci zostalo potraconych przez ciezarowke. Kanton jednak nie uwaza, ze to wystarczajace powody, by zmienic cokolwiek, nie dostalismy nawet pozwolenia na tablice "Achtung Schule"! Aktualnie zajmuje sie ta sprawa, wyglada na to, ze bede musiala zbierac podpisy…

  13. Izabela B. napisał(a):

    W Szwajcarii obowiązkowa jest szkoła, przedszkola – nie, ale gminy zapewniają naukę już od przedszkola i większość dzieci jakie znam do Kindergarten chodzi/chodziło. Budynki są specjalnie budowane lub przystosowywane przez gminę, z myślą o przeznaczeniu na przedszkole. Ponieważ to są odpowiedniki polskich, państwowych placówek – obowiązują je ścisłe reguły i przepisy. Panie muszą mieć odpowiednio wysokie kwalifikacje.
    Ty prawdopodobnie byłaś w Kindertagesstätte, Kinderkrippe (różne są nazwy i pisownia) potocznie nazywane Kita. To są placówki mniej lub bardziej prywatne. Zazwyczaj powstają w prywatnych domach, lub wynajmowany jest np. cały pion w bloku. I pomieszczenia i personel, muszą spełniać o wiele mniejsze wymagania.
    Moi synowie chodzili do różnych takich miejsc. I oczywiste jest jedno – jak zawsze, wszystko zależy od człowieka. W jednym miejscu pani zarządzająca Kitą była wymagająca i zaangażowana. Dzieci miały organizowane zabawy tematyczne, wycieczki, festyny. Pani poszła na urlop wychowawczy – wszystko padło! Zdarzało się, że odbierałam syna w obcych ubraniach, bo jego zginęły podczas poobiedniej drzemki! Skrajnością była Kita najbliżej nas, w której zastawałam dziecko niemalże w tym samym miejscu, w którym je rano zostawiałam – zwykła przechowalnia! nic dzieci nie uczyli, a najlepiej wypuścić na podwórko, nawet gdy błoto po pachy.
    Gminne Kindergarten "przerobiliśmy" dwa i o każdym mogę powiedzieć tylko dobre rzeczy. Nie chodzi mi o to czy panie są miłe, czy nie (chociaż nie miałam problemów :)). Mam na myśli profesjonalizm, zaplecze, organizację oraz przygotowanie do szkoły.
    Myślę, że miałaś pecha i trafiłaś do tej najgorszej "wersji", którą nazywam przechowalnią. :(
    Życzę powodzenia w poszukiwaniach i czekam na inne relacje – sama jestem ciekawa jak to wygląda, mam nadzieję że jednak przechowalni jest najmniej.
    Pozdrawiam

  14. Agnes Jakupi napisał(a):

    @ Izabela B.

    Przedszkola sa obowiazkowe. Zit.: "Die obligatorische Schulbildung beginnt mit dem 4. Lebensjahr"

  15. Izabela B. napisał(a):

    Też tak myślałam, ale nasza nauczycielka twierdzi inaczej (nawet miałam z nią starcie, właśnie za używanie określenia obowiązkowe przedszkole). Myślę, że to w dużej mierze zależy od kantonu – tutaj dużo zależy od kantonu :)

    "Edukacja przedszkolna nie jest obowiązkowa we wszystkich kantonach, ale większość dzieci (98,5%) uczęszcza do przedszkoli przez dwa lata przed rozpoczęciem szkoły podstawowej. Zwykle, uczniowie są zapisywani do przedszkoli w wieku czterech lat.
    W niektórych kantonach, jak np. Zurych czy Genewa, ostatni rok przedszkola jest obowiązkowy."

    Osobiście znam rodziny, w których dzieci poszły do szkoły, ale nie chodziły do przedszkola.

    Według mojej wiedzy w Szwajcarii obowiązek nauki obejmuje dzieci w wieku od 6 do 15 lat, tzn. Schulstufen Primarschule i Sekundarstufe I. W niektórych kantonach uczęszczanie do przedszkola jest obowiązkowe przez ostatni rok lub dwa lata.

    Mieszkam w kantonie AG – takie mam informacje :)

  16. Agnes Jakupi napisał(a):

    Kantönligeist znowu :). My mieszkamy w TG i przedszkole od 4. roku zycia jest obowiazkowe. Jest jednak ta mozliwosc zatrzymania dziecka o rok dluzej "w domu". Wystarczy podpis rodzicow. Natomiast w kantonie SG jest tak, ze jezeli rodzice nie chca oddac dziecka w wieku czterech lat do przedszkola, potrzebny jest atest psychologa, ze dziecko jeszcze nie jest na to gotowe.
    Pozdrawiam!

  17. Aga napisał(a):

    Proszę podaj mi placówkę do, której chodzi twoje dziecko, w jakim jest wieku i jaka jest opłata miesięczna , będę bardzo wdzięczna. W Zurichu jesteście?
    agusiatomusia@gazeta.pl

  18. Aga napisał(a):

    Ten komentarz został usunięty przez autora.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.