Oldtimer & Teilemarkt 2015, Winterthur.

Kto śledzi dość regularnie moją stronę wie, że bywam na przynajmniej dwóch imprezach motoryzacyjnych w roku. Wynika to z tego, że mój partner jest fanem motoryzacji, a ja przy nim mogę wiele zobaczyć i sporo się nauczyć. Czasem czuję się przy nim jak mała dziewczynka, która zadaje milion pytań na minutę, a on niczym cierpliwy ojciec odpowiada i tłumaczy. Poza tym to zawsze doskonała okazja na podłapanie tematu na bloga, ku uciesze przede wszystkim męskiej części moich czytelników. Wybraliśmy się więc w miniony weekend na Oldtimer & Teilemarkt do Winterthur. Szczerze mówiąc nie spodziewałam się szału jeśli chodzi o samochody, a przynajmniej nie oczekiwałam takiej różnorodności jak na Dolder Classics. Faktycznie wiele ciekawych kąsków się nie pojawiło, ale jednak na niektórych autach można było oczko na dłużej zawiesić. Zaskoczyła mnie jednak i zadowoliła w pełni hala, na której sprzedawano wszystko co z klasyczną motoryzacją związane. Znaleźliśmy tony ciekawych książek i czasopism, miliony przypinek, breloków, znaczków, magnesów, plakatów, szyldów i tablic rejestracyjnych z całego świata. Można było też kupić ubrania skórzane typu kurtki czy kamizelki, buty oraz torby. Zwróciliśmy dużą uwagę na modele samochodów, zarówno typowych resoraków jak i tych z wyższej półki. W związku z tym, że Jacek jest kolekcjonerem i zna się na rzeczy, mogę śmiało stwierdzić, że ceny modeli były kosmiczne i nijak się miała do nich jakość wykonania i firma produkująca. Co mnie trochę zaskoczyło to to, że właściwie na każdym stoisku było bardzo dużo, według mnie, rupieci. Mówiąc rupiecie mam na myśli mniej lub bardziej dające się zidentyfikować części do samochodów, radyjka, gałki zmiany biegów, reflektory, kierownice, znaczki i inne śrubeczki i sprężyneczki. Na pewno każdy miłośnik klasyki i zbieractwa znalazłby tu coś dla siebie. Trafiliśmy również na kilka stoisk, które oferowały różnego rodzaju kosmetyki do pielęgnacji zarówno oldtimerów jak i współczesnych samochodów.

Po obejściu trzech hal wystawowych skusiliśmy się na drobny posiłek w formie kiełbaski z grilla z kromką na prawdę dobrego chleba. Można było też posilić się innymi potrawami, ale nie jestem w stanie Wam dokładnie opisać czym, ponieważ tylko mignął mi czyjś talerz, na którym znajdowała się poza kiełbaską chyba sałatka albo jakaś ziemniaczana breja, ciężko stwierdzić. W każdym razie na pewno można było na miejscu zjeść również słodką bułkę i zapić ją kawą, herbatą, glühweinem bądź zimnym napojem typu Cola, Rivella czy Apfelschorle. Z głodu w każdym razie nie padniecie!

Zapraszam do obejrzenia zdjęć, więcej pojawi się wkrótce na Facebooku. 

 

IMG_9395

IMG_9396

IMG_9408

IMG_9418

IMG_9429

IMG_9442

IMG_9459

IMG_9464

IMG_9478

IMG_9504

IMG_9512

IMG_9537

IMG_9544

IMG_9545

IMG_9558

IMG_9433

IMG_9443

IMG_9496

IMG_9520

IMG_9566

Więcej zdjęć znajdziecie wkrótce na Facebooku. Mam ich sporo, więc pilnujcie! ;) 

Oficjalna strona wydarzenia: http://www.gp-event.ch/

(Visited 186 times, 1 visits today)

1 Comment

  1. piotreko napisał(a):

    Witaj Anno milo ze mozna tyle dobrych info sie od was dowiedziec , bylem pare razy pracowalem krotko bo nie znalem jezyka a moi towarzysze to im sie nie chcialo pracowac dlugo i sumiennie , znali dobrze jezyk bylo mi przykro ze polacy tak do tego podchodza. Pragne wrucic na drugi rok i zostac tam dluzej. I wasze wskazowki sa bardzo cenne . Ja po 100 kilo zywnosci wozilem z polski az sam dzis jestem zadziwiony dzielilem czestowalem i sie cieszylem ze komus sprawilem radosc. bede czytal wasze wskazowki bo sa pieknym okim widziane pozdrawiam piotr.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.