Najpiękniejsze miejsce w Polsce…

Dzisiejszy wpis powstał w ramach akcji Klubu Polki na Obczyźnie, która ma na celu pomoc w zbiórce pieniędzy na Fundusz Dzieci Osieroconych oraz na rzecz dzieci z Domowego Hospicjum w Gdańsku. Więcej szczegółów na temat zbiórki znajdziecie TUTAJ. My, blogerki z całego świata, postanowiłyśmy włączyć się do wydarzenia poprzez jego promowanie w sposób dla Nas przyjemny, a mianowicie poprzez opisanie na blogach najpiękniejszych według Nas miejsc w Polsce :) 
 

Długo zastanawiałam się nad tym jakie miejsce opisać. Właściwie Polski nie znam, nie tak jak bym chciała. Byłam w zaledwie kilku miejscach, z których nawet nie mam ciekawych zdjęć, a co dopiero mówić o jakimś zachwycie czy przywiązaniu. Wiem, że wielu z Was może wydawać się to trochę smutne, że nie znam swojego kraju, ale szczerze wierzę, że kiedyś uda mi się przyjechać na dłużej i zwiedzić to i owo. Cóż mogę w takiej sytuacji napisać? Nie będę zmyślać i podkradać zdjęć z Internetu. Moim ulubionym miejscem w Polsce jest dom moich Rodziców i właśnie o tym dziś przeczytacie. Jak zwykle będzie sentymentalnie, chusteczki w dłoń! :) Zacznijmy od tego, że dom, w którym się wychowałam, a dom o którym dziś napiszę to fizycznie co innego. Całe swoje nastoletnie życie spędziłam w bloku w centrum Wrocławia. To wspaniałe wspomnienia. Miałam tam znajomych i rodzinę, wszystkich pod ręką. W każdej chwili można było zapukać do sąsiadki i wyciągnąć ją na podwórko, a tam już fantazja nie miała granic. Wszystko co wpadło w rękę mogło posłużyć jako coś, czego obserwator z zewnątrz nie potrafił dostrzec. To moim zdaniem wyznacznik tego, że miałam dobre dzieciństwo. Oczywiście, że posiadałam zabawki prosto ze sklepu, nowiutkie i piękne. Mimo to potrafiłam te nieskazitelną rzecz wkomponować w otoczenie, obrzucić błotem, spętać sznurkami, wcisnąć na gałąź i była przednia zabawa. Ach, dziecięca wyobraźnie nie zna granic! Później pojawiły się czasy uganiania się za chłopakami, strojenia na szkolne dyskoteki i wychodzenie na piwo, nie zawsze za wiedzą Rodziców. I tu właśnie wracałam z pierwszych zagranicznych wojaży, ale o tym gdzie, kiedy, po co i dlaczego zaraz po maturze ruszyłam w Europę dowiecie się z postu na temat tęsknoty, który znajdziecie TUTAJ. Zapraszam do lektury! :) Dom, o którym opowiem dziś to fizycznie dom pod Wrocławiem, usytuowany w okolicy kilku zalewów wodnych oraz pięknego lasu. Jakie tam grzyby rosną! Palce lizać! Tutaj od kilku lat mieszkają moi Rodzice i to własnie jest miejsce, do którego zawsze się kieruje będąc w Polsce. To moja bezpieczna przystań. Pomyślicie sobie, że to nic szczególnego, że każdy wraca do rodzinnego domu i uważa to za coś normalnego, a nie szczególnego. Ja Wam jednak powiem, że to może być coś wyjątkowego, ale wszystko to zależy od stosunków międzyludzkich, bo to właśnie ludzie sprawiają, że życie nabiera barw i ma sens.

IMG_8967

 
Przede wszystkim kocham to miejsce, ponieważ czuje się w nim swobodnie, fizycznie i psychicznie. Nie muszę udawać, zakładać masek, robić tylko tego co wypada, mogę być zupełnie swobodna w wyrażaniu swoich myśli i przekładaniu je na czyny. Któż przecież zna mnie lepiej jak moi Rodzice? Nikt! Dostaję od nich pełną akceptacje i ogromne wsparcie w tym co robię ze swoim życiem. Oczywiście, zdarzają się kłótnie i odmienne zdania, ale ostatecznie ja robię po swojemu, a oni to akceptują i starają się mi tę drogę ułatwić. Za to jestem niezmiernie wdzięczna! Po drugie sama bliskość kogoś, kto podarował Ci życie jest wyjątkowa. I nie mam tu na myśli ciągłego przytulania się i dziękowania, a po prostu bycie obok. Wspólne posiłki, wspólna praca w ogrodzie, wspólny odpoczynek, pomoc w sprzątaniu, wspólne gotowanie. To daje wiele radości, zwłaszcza jeśli mieszka się tysiąc kilometrów dalej i takie normalne funkcjonowanie nie zdarza się zbyt często. Uwierzcie mi, że z takich chwil można wyciągnąć ogrom radości i kopa do życia. Działa to tym bardziej mocno, jeśli ma się w Rodzicach przyjaciół. Bywało różnie, ale w tym momencie mogę powiedzieć, że wypracowałyśmy z Mamą więź, którą poza relacją matka – córka można nazwać przyjaźnią. Jestem w stanie i chcę powiedzieć Mamie wiele rzeczy, również tych wstydliwych i intymnych, a ona rozumie, doradzi, wesprze. Jakże cudownie mieć takie oparcie! Tacie może nie zwierzam się z tego, że chłop mnie dziś zdenerwował ;), ale wieloma sytuacjami potwierdził, że mam w Nim pełne wsparcie i jak trzeba to w ogień wskoczy albo jak lew rozszarpie tego, który będzie chciał mnie skrzywdzić. Mówię z pełną odpowiedzialnością, możecie mi Rodziców pozazdrościć! ;)
 
zwierzaki
 
Sam dom jako budynek i jego otoczenie również jest dla mnie cenne i najpiękniejsze. Dom to przestrzeń, przyjemnie urządzony, choć nie mam w nim swojego pokoju. Tzn., pokój mój jest, ale jeszcze nie urządzony (nigdy nie mam na to czasu) i służy raczej jako przechowalnia rzeczy moich i Jacka, póki wszystkiego nie przewieziemy do Szwajcarii. Mimo tego mam swój pokoik gościnny i to mi w zupełności wystarcza. No i ogród! Któż nie marzy o ogrodzie? Ogromny, pełen wspaniałych roślin, którymi Mama skrupulatnie się opiekuje. Nasadzonych w nim jest bardzo dużo roślin miododajnych, a co za tym idzie mamy w nim ogrom owadów, od tych bzykających, na których widok się wzdrygam (alergia na jad) aż po wspaniałe motyle, które niczym kwiaty prezentują swe wdzięki na łodygach. Do tego ptaki, których śpiew rozbrzmiewa od świtu do nocy. Szczególnie upodobały sobie Nasz ogród, ponieważ mój pomysłowy Tato wybudował dla nich poidełko, z którego chętnie piją i w którym chętnie się pluskają jak dzieci w basenie. O, basen, mówiłam, że w tym roku stanął w ogrodzie ogromny basen, z którego podczas ostatniego urlopu prawie że nosa nie wyściubiałam? ;) Wracając do zwierząt. O krecie może wspominać nie będę bo spędza wszystkim sen z powiek i orze w tym Naszym pięknym ogrodzie, aż łza się w oku kręci, wcale nie ze wzruszenia. W moim rodzinnym domu mieszka też Figa, moja kotka. Kiedy wyjechałam do Szwajcarii oddałam ją pod opiekę Rodziców. Szybko ich zaakceptowała i pokochała, a ogród stał się jej żywiołem. Przykro byłoby mi ją teraz wyrywać z tego środowiska, w którym widać czuje się na prawdę doskonale. Na szczęście pamięta o swojej pańci i tylko jak jestem w domu to opuszcza sypialnię Rodziców  i przeprowadza się do mojego pokoiku, zwłaszcza nocą na poduszkę :)
 
owoce
 
O mały włos, a bym zapomniała! Owoce i warzywa, no przecież! W ogrodzie moich Rodziców uświadczycie najsmaczniejszych, niczym nie pryskanych owoców i warzyw! Są maliny, poziomki, truskawki, jeżyny, borówki, wielokolorowe porzeczki, a także jabłka. Do tego cudowne w smaku pomidorki koktajlowe, ogórki, fasola, marchew, szczypior, itd. Ach, na samo wspomnienie ślinka mi cieknie. Oczywiście sklepowe produkty są również smaczne i na co dzień takie kupuję, ale jednak owoc czy warzywo prosto z krzaka daje niezapomniane przeżycia smakowe. Będąc teraz na urlopie obżarłam się (inaczej tego nazwać nie można) jak bąk wszystkim co w ogrodzie w tym czasie rosło. Ba! Narwałam i samolotem dla Jacka przetransportowałam ogórki i pomidory żeby choć miał namiastkę domu rodzinnego, a właściwie prawie teściowego, jakkolwiek to brzmi ;)
 
owoce (1)
 
Kiedy jestem w domu staram się przemyć trochę siebie i tego co poznałam w Szwajcarii do codziennego menu. I tak nieodłącznym elementem moich przyjazdów jest grillowany Raclette, Fondue oraz śmierdzące sery na kilogramy przywożone dla Taty. Który z Panów nie lubi przegryźć czujnego serka do zimnego piwa? ;) Wprowadzam również dania proste, ale pełne witamin, na których przyrządzenie Rodzice nie zawsze mają czas i chęci. Wspólne posiłki wbrew pozorom to coś bardzo cennego, usiądźcie czasem razem przy stole ze swoimi najbliższymi i celebrujcie ten czas :)
 
Mogłabym pisać godzinami, ale kto będzie chciał to czytać? Podsumuję tylko, że dom moich Rodziców to moja przystań. Wiem, że jeśli (odpukać!) w życiu by mi się nie powiodło to zawsze mogę wrócić do domu, a zostanę przyjęta z otwartymi ramionami. Nie będzie oceniania, wyśmiewania, docinków, ani nic z tych rzeczy! Otrzymam wsparcie i wiele miłości. Właśnie dlatego to jest moje miejsce, którego żadne skarby nie przebiją :)
 
 
(Visited 233 times, 1 visits today)

7 Comments

  1. Agnieszka Laviolettee napisał(a):

    Bardzo pięknie się czytalo :) poczułam atmosfere tamtego miejsca. masz cudowną przystań :) Piekne zdjęcia.

  2. Rzeczywiscie niesamowita atmosfera a potrawy grilowe wygladaja smakowicie. Pozdrawiam

  3. Anonimowy napisał(a):

    Polska jest piękna ;)

  4. Ewa napisał(a):

    To fakt, Polska to piękny kraj, w którym nie brakuje miast czy miasteczek wartych uwagi. Przeczytałam Twój wpis z zaciekawieniem i stwierdzam, że chyba każdy z nas ma takie miejsce, które uważa za najpiękniejsze. Dla mnie na przykład takim miejscem jest Zakopane, zawsze gdy tam jestem to odpoczywam. Pozdrawiam i czekam na kolejne wpisy u Ciebie na blogu ;).

    • Anna napisał(a):

      Nigdy nie byłam w Zakopanem, a tyle dobrego słyszałam! Mam nadzieję, że kiedyś uda mi się tam zawitać :) Pozdrawiam Cię cieplutko Ewo :)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.