Majówka u sąsiadów, relacja z Hessen.

Długi weekend był i bardzo szybko się zmył. Zmył się w połowie dosłownie, ponieważ pierwsze dwa dni majówki, którą spędziliśmy u rodziny w Niemczech były wyjątkowo mokre i nieprzyjemne. Droga się dłużyła, warunki nie pozwalały na dociśnięcie gazu, w pewnych momentach widoczność drastycznie spadała. Na niemieckich autostradach szaleńców nie mało, ale my woleliśmy kulać się w tempie dostosowanym do warunków atmosferycznych. Nie obyło się też oczywiście bez utknięcia w korku pod Stuttgartem, taka Nasza tradycja. Na dowód paskudnej pogody poniżej zdjęcia, pierwsze z drogi do miasteczka Kirtorf, a kolejne z drogi powrotnej, która była już zdecydowanie przyjemniejsza:
 

 

 
 
Tak jak już wspomniałam przez kilka dni gościliśmy w Hessen. Jako, że z rodziną widujemy się rzadko, należało poświęcić jej członkom troszkę uwagi i czasu. Spacery, kawka, ciasteczko, pogaduchy, wspomnienia, teoretycznie pełen relaks. W związku z tym nie mieliśmy wielkiego pola manewru jeśli chodzi o zwiedzanie. Nic jednak straconego, ponieważ oba położone blisko siebie miasteczka, Kirtorf i Alsfeld, urzekły mnie swoim niesamowitym klimatem i wystarczająco zadowoliły moje zmysły. Czym? Przede wszystkim murami pruskimi! Oderwać oczu nie mogłam i co chwilę postękiwałam z zachwytu ;)
 

 

 

 

 
Zwróćcie proszę uwagę na krzywizny powyższych budynków, belki wyginające się jak im w duszy gra.  W domu rodziny zadziwiały mnie krzywe ściany i bardzo, ale o bardzo! powyginane sufity. Z jednej strony wygląda to ciekawie, ale osobiście na dłuższą metę nie czułabym się dobrze w takich pomieszczeniach. Zdecydowanie wolę równości i możliwość wstawienia do pokoju każdego mebla, bez zbędnego kombinowania. Śpieszę jednak z tłumaczeniem czym jest mur pruski. Otóż jest to rodzaj ściany szkieletowej, czyli takiej gdzie elementy konstrukcyjne oddzielone są od wypełnienia, którym w tym wypadku jest mur z cegły. Nie trudno rozpoznać charakterystyczne belki, które często służą jako element dekoracyjny :)
 
 
 
Niby nic, a jednak takie drobne elementy nadają budynkowi i jego otoczeniu wyjątkowości.
 

 

 
Nie byłabym oczywiście sobą gdybym nie uchwyciła kilku koteczków spotkanych na swej drodze :)
 
Muszę podzielić się z Wami również moimi odczuciami związanymi z miejscem wiecznego spoczynku. Otóż cmentarz w Kirtorf zachwycił mnie swą prostotą, a jednocześnie elegancją. Zamiast typowych, wysokich nagrobków położone są niskie i skromne płyty. Nie ma przepychu, na każdym nagrobku znajduje się wazonik z kwiatami oraz przynajmniej jedna biała figurka anioła, taki chyba zwyczaj. Płyty nie uginają się pod ciężarem zniczy, wazonów i innych zbędnych moim zdaniem ozdobników. Co ważne, między grobami jest dość spory odstęp, który umożliwia swobodne przejście bez ryzyka zadeptania posesji sąsiada. Osobno wydzielony jest placyk, na którym zakopane są urny, oznaczone wyłącznie małą kwadratową płytą. Również w odpowiednim ku temu miejscu znajdują się groby podwójne. Część już dawno zamieszkała przez pary chcące być wiecznie razem, druga natomiast oczekująca na partnera. Wszystko to wygląda bardzo schludnie, a wszechobecna zieleń  sprawia wrażenie, jakoby to miejsce było jednym z najspokojniejszych i najbardziej odpowiednich na spokojny odpoczynek.
 
 
Mam nadzieję, że Wy również przyjemnie spędziliście weekendowe dni i naładowani pozytywną energią powróciliście do swych codziennych zajęć! :)
 
Więcej zdjęć KLIKAJĄC TUTAJ.
 
(Visited 80 times, 1 visits today)

1 Comment

  1. mlodapielegniarka napisał(a):

    Tak…1,2,3 maj spędziłam odsypiając nocne dyżury;), które wtedy mi przypadły. Pozdrawiam!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.