Historia mojej emigracji.

 
 
Hey! Dziś kolejny bardzo osobisty i dla mnie wyjątkowy wpis. Jakiś czas temu poruszyłam kwestię tęsknoty na obczyźnie, o której możecie przeczytać TUTAJ. To dość długi i emocjonalny post, ale myślę, że godny przeczytania, ponieważ zawiera dawkę emocji, która prawdopodobnie towarzyszy każdemu z Was. Zawarłam w nim również ogólne wyjaśnienie związane z decyzją o przeprowadzce do Szwajcarii, teraz natomiast poszerzę to i opowiem Wam jak to było krok po kroku z tą moją emigracją  :)

Moja przygoda z poznawaniem zagranicznego świata zaczęła się już w dzieciństwie za sprawą taty, który pracował na kontraktach w Niemczech. Chcąc oczywiście utrzymać więź rodzinną, często z mamą podróżowałyśmy do zachodnich sąsiadów bądź na ich terenie pomieszkiwałyśmy. Uwierzcie mi na słowo, że stanie w kilkunastogodzinnych kolejkach na granicy to dla dziecka męcząca przygoda. Dziś wspominam te czasy z uśmiechem na ustach, ale wtedy zdecydowanie do śmiechu mi nie było. Trzeba było jednak zacisnąć zęby i przetrwać, a dziś zbieram tego plony. Jako dziecko czy też już jako nastolatka, traktowałam wyjazdy do Niemiec jako wycieczkę do lepszego świata. Zachód był bogaty, pełen możliwości, dający szerokie pole do rozwoju siebie czy swojej kariery. Był jak sklep ze słodyczami do którego ja miałam wstęp, a inni mogli tylko przytykać nos do szyby i patrzeć na to co w środku dla nich nieosiągalne. Dzięki temu, że mój tato był i jest bardzo ceniony na niemieckim rynku pracy, nie musiałyśmy z mamą bać się o jutro, żyłyśmy w tym sklepie ze słodyczami na co dzień, a co lepsze kąski mogłyśmy spakować w torby i przywieźć do kraju. Pamiętam kiedy tato przyjeżdżał do Polski raz na jakiś czas, parkował na podwórku, otwierał bagażnik, a w koło niego dzieci wyrastały jak grzyby po deszczu zwabione kolorowymi pakunkami kryjącymi nieznane dotąd słodkości i inne rzeczy. Zapewnił Nam pewien poziom życia, który często odbiegał od poziomu ludzi wokół nas. Poza tym dzięki temu, że tato zdecydował się wyjechać, znam Niemcy jak własną kieszeń, zwiedziłam każde większe miasto, postawiłam stopę w kilkunastu małych miasteczkach. Szczerze mówiąc nie znam tak dobrze Polski ani nie byłam w tak wielu miejscach swego kraju, jak w Niemczech. Poznałam tradycje i zwyczaje różnych landów, liznęłam języka, jadłam rzeczy, które niektórym się tylko śniły. Kolejne wspomnienie, szkoła podstawowa. Mieliśmy chyba opisać potrawy jakie lubimy i jakich nie lubimy. Ja, gówniara lat bardzo mało, napisałam, że nie lubię kawioru. Kawioru! Nauczycielka wezwała mamę do szkoły, chwaląc moją bogatą wyobraźnię, ponieważ przez myśl jej nie przeszło, że mogłam widzieć, a co dopiero smakować kawior. Mama się tylko uśmiechnęła. Wtedy już, na poziomie szkoły podstawowej, w mojej głowie zrodził się jasny i konkretny plan: nauczyć się języka, wykształcić się, wyjechać do Niemiec, znaleźć pracę, męża Niemca i wieść szczęśliwe życie na emigracji :)

Jak założyłam tak do tego dążyłam. W liceum wybrałam klasę o profilu filologicznym z rozszerzonym językiem polskim i niemieckim. Przyznam się bez bicia, że moje stopnie z języka niemieckiego dobre nie były, bo jednak lenistwo zwyciężyło, ale już maturę z tegoż zdałam prawie na 100%. Pierwszy krok po maturze skierowałam ku Filologii germańskiej, ale okazało się, że moje wyobrażenia o tym kierunku, a rzeczywistość diametralnie się od siebie różnią. Podobnie było z kolejnym wyborem, dziennikarstwem, które również nie do końca spełniało moje oczekiwania. Do dziś mnie interesuje ta dziedzina, chętnie piszę, co chyba widać przede wszystkim tutaj. Nie chciałam jednak studiować czegoś co mnie nie kręci w takiej formie, jak jest przekazywane na studiach, czegoś co mi się w życiu nie przyda. Pojawił się pomysł wyjazdu za granicę i przemyślenia dalszego kierunku w jakim pokieruje swoje życie. Padło na Holandię i pracę jako Au Pair. Niestety moi rodzice nie byli zadowoleni z tegoż pomysłu, a kłótniom w domu nie było końca. Mimo to postawiłam na swoim, znalazłam w Internecie ogłoszenie, spakowałam się i wyjechałam w ciemno, bez znajomości kogokolwiek na miejscu. Pomyślicie pewnie, że był to krok lekkomyślny, ale wtedy na prawdę o tym nie myślałam. Dopiero siedząc w autobusie, będąc w połowie drogi i rozpakowując pożegnalne paczuszki od swoich przyjaciół zwątpiłam i rozpłakałam się. Ogarnął mnie strach przed nieznanym, przed obcym krajem, w którym nie wiem co na mnie czeka. Poczułam złość i żal, ale nie mogłam się już wycofać. Jak się to skończyło? Bardzo dobrze! Wszak pracy z dziećmi było co nie miara, a często też wymagano ode mnie więcej niż mogłam i powinnam w ramach umowy z siebie dać, to dobrze wspominam tę przygodę. Ponownie zachłysnęłam się nowym, nieodkrytym terenem i utwierdziłam w przekonaniu, że jest mi za granicą dobrze, że są tu większe możliwości niż w kraju. Holandia jednak to temat na inny wpis, który wkrótce pojawi się gościnnie na innym blogu :)

Po 9 miesiącach wróciłam z kraju wiatraków i tulipanów nadal nie wiedząc co chcę w życiu robić. Powiem Wam, że taka niepewność jest męcząca, czuje się, że życie przecieka przez palce. Szybko i ponownie spontanicznie zostałam Au Pair, tym razem przerzucając walizki do Niemiec. Tam spędziłam prawie rok, podszkoliłam język, nawiązałam znajomości z ludźmi z całego świata i przeżyłam wspaniałe chwile. Tutaj już było ciut mniej pracy, a znacznie więcej zabawy i młodzieńczego wyszumienia się, ale wszystko pod kontrolą i z głową na karku. Przez myśl przeszło mi, iż mogłabym rozpocząć studia w Monachium (nieopodal mieszkałam), ale jednak nie czułam się na siłach językowo i bałam się porażki. Wróciłam więc na studia do Polski, ponieważ już mniej więcej miałam sprecyzowane co chciałabym studiować i co robić w przyszłości.

Podczas pobytu w kraju nadal przebąkiwałam coś o tym niemieckim mężu (ależ się uparłam!) i rajskim życiu w Hamburgu (kocham to miasto!) bądź na bawarskiej ziemi, ale zaniechałam troszkę działania w tym kierunku. Były studia, znajomi, rodzina, wszystko na miejscu i w zasięgu ręki. Marzenia o wyjeździe na stałe powoli wygasały, stawały się odległe i mało realne. Niespodziewanie pojawiła się jednak miłość, która zamieszała w całym moim życiu. Z Jackiem poznaliśmy się na pewnym znanym portalu randkowym i szczerze mówiąc na początku nie widziałam świetlanej przyszłości tej znajomości. Zdecydowanie nie była to miłość od pierwszego wejrzenia, raczej długotrwały proces poznawania się, odkrywania i dopasowywania. Była niepewność, wątpliwości, nawet rozstanie po kilku miesiącach. I właśnie chyba to rozstanie przybliżyło Nas do siebie i utwierdziło w przekonaniu, że warto walczyć bo razem bywało ciężko, ale osobno jeszcze gorzej. Okazało się też, że oboje od lat marzymy i planujemy osiedlić się w jakimś niemieckojęzycznym kraju, a więc bingo! Nie groziło Nam pakowanie walizek w płaczu i rozstania z powodu chęci wyjazdu i niechęci do tego drugiej osoby. Uważam, że dobrze jest dopasować się w tej kwestii żeby potem dramatów nie było. Troszkę pomogliśmy szczęściu i pojawiła się propozycja wyjazdu do Szwajcarii. Jeśli mam być szczera, to w tamtej chwili o Szwajcarii nie wiele wiedziałam. Był to dla mnie tak odległy i niedostępny kraj, że nawet nie kusiło mnie aby zdobywać o nim jakiekolwiek wiadomości. Wiedziałam, że Szwajcaria to ser, zegarki, krowy i bogactwo, tyle. Kiedy Jacek podjął decyzję o przeprowadzce ja wpadłam w panikę. Nie wiedziałam czy chcę, nie byłam pewna czy on chce żebym z nim jechała, traciłam grunt pod nogami. Nie wyobrażałam sobie życia bez niego, ale też nie widziałam siebie tworzącej dom od podstaw, przebijającej się przez tutejsze urzędy, szukającej pracy i rozpoczynającej to całe dorosłe życie z dala od bliskich i przyjaciół. Ostatecznie, jak wiecie, zdecydowałam się na wyjazd i od już prawie dwóch lat wijemy sobie gniazdko w Zurychu planując zostać tu na stałe, bo kraj ten w dużej mierze spełnia Nasze oczekiwania :)

A tak w skrócie widzi to Jacek:

Pracując ponad 4 lata dla poniekąd niemieckiej firmy we Wrocławiu, przyszła powoli chęć zmian. Korzystając po trochu z informacji ogólnodostępnych, a po części z opinii znajomych, postanowiłem, że przeniosę się trochę dalej niż tylko za Odrę. W ciągu 5 lat mojej pracy spędziłem w sumie prawie rok w Niemczech, w kilku większych miastach, pomieszkując w nich od kilku dni do kilku miesięcy. Kraj ten przypadł mi do gustu, wiele miejsc miło wspominam, wracam chętnie myślami do konkretnych sytuacji z przeszłości. Ostatecznie jednak wybór na dalsze miejsce do życia padł na Szwajcarię. Poniekąd z własnych analiz jak i z opinii kilku osób. Decyzja o wyjeździe nie przyszła mi łatwo i nie podjąłem jej z dnia na dzień. Ania nie mogła się pogodzić na początku z myślą mojego wyjazdu i ciężko było jej spędzać chwile beze mnie. Miałem jednak nadzieję, że przetrwa, skończy studia i wkrótce do mnie dojedzie. Było nerwowo i marudnie. Pierwsze spotkanie odbyło się po ponad miesiącu rozłąki, kolejne co kilka miesięcy. Ostatecznie po prawie roku dojazdów Maruda przeprowadziła się do mnie i marudzi już ciut mniej ;) Poradziła sobie ze wszystkim, mimo wcześniejszych obaw. Sama pozałatwiała co trzeba, odnalazła się tu, a przede wszystkim stworzyła od podstaw prawdziwy, ciepły dom, w którym jesteśmy szczęśliwi. 

Jak widzicie moja emigracja nie była podyktowana miłosnym zrywem, wygraną w totolotka, złą sytuacją czy innymi zdarzeniami. Po prostu tak los mnie za rękę poprowadził, przygotowując do tego od lat. Nie mówię, że było łatwo, bo łatwo nie było i o tym przeczytać możecie we wspomnianym już wpisie o tęsknocie (TU). Decyzje o wyjazdach nigdy proste nie są, zawsze zostawiamy za sobą coś za czym tęsknimy, czego jest nam żal, czego brakuje nam i nie możemy znaleźć substytutu. Towarzyszą temu bardzo skrajne emocje, wątpliwości, kalkulacje, ale w Naszym przypadku było warto. Na dzień dzisiejszy stwierdzamy, że przeprowadzka tutaj była dobrym wyborem, mimo iż Szwajcaria każdego dnia Nas zaskakuje, nie zawsze pozytywnie. Staramy się jednak dostosowywać do tutejszych zasad, poznawać panujące tu obyczaje, rozumieć pewne sprawy i zachwycać się pięknem kraju, a także możliwościami jakie nam daje otwierając coraz to nowe drzwi :)

Wpis ten powstał w ramach projektu Klubu Polki na Obczyźnie, który zrzesza wspaniałe kobiety rozsiane po całym świecie, dzielące się skrawkiem swojego życia na obczyźnie. Serdecznie zachęcam Was do przejrzenia listy blogów (TUTAJ) członkiń klubu i zajrzenia do nich, ponieważ każda z dziewczyn jest wyjątkową osobowością osadzoną w różnych realiach. Warto liznąć kawałka świata, a my, członkinie Klubu możemy być takim Waszym małym okienkiem na ten  świat :)

Czy Wy również zastaliście postawieni przed takim wyborem? Czy podjęliście świadomą decyzję o życiu na emigracji bądź pozostaniu w Polsce? Jakie towarzyszyły temu wydarzenia? Jakie uczucia Wami targały? A może marzycie o wyjeździe za granicę, a z jakichś powodów nie jest to możliwe? Co ciągnie Was do życia na emigracji? Będzie mi niezmiernie miło jeśli zechcecie podzielić się ze mną swoją historią :) 
(Visited 525 times, 1 visits today)

21 Comments

  1. Patrycja napisał(a):

    Ja przeczytalam caly Twoj tekst i mam ochote Ci odpisac na wszystkie pytania ale musze isc piec sciany i dachy z piernika dla moich host dzieci (zycie au-pair!) :) jak tylko dosiade do komputera to napisze ! :) dostrzeglam duzo podobienstw miedzy nami :) pozdrawiam, Pati

  2. polkawszwecji napisał(a):

    Dostrzegam u Ciebie ten sam rys co u mnie – te ciągoty do wielkiego świata, taki człowiek będzie próbował w różnych miejscach, aż znajdzie swój kąt gdzieś w świecie.
    PS. Od czasu, kiedy czytam twojego bloga, nabieram coraz większy apetyt na Szwajcarię, ale w sensie urlopowym, bo jeszcze Szwajcarii nie widziałam :-)

  3. meandyork napisał(a):

    i znów miosny zryw ale i zryw do swiata :)

  4. Diana Korzeb napisał(a):

    Ja jestem świeżą emigrantką, mam dosyć specyficzną pracę (uczę on-line niemieckiego), więc mam jeszcze małe i nietypowe doświadczenie, ale w wielu punktach, podobnie jak u Patrycji, moje życie wygląda tak samo. Pół roku temu przeprowadziłam się do Szkocji, bo chciałam jakiejś zmiany w życiu, chciałam spróbować emigranckiego życia. Mimo, że tak krótko tu mieszkam dowiedziałam się kilku nowych rzeczy o sobie i podjęłam pewne decyzje, które będą miały w najbliższych miesiącach duży wpływ na moje życie. Nie wiem co z tego wyjdzie, ale będę chciała przeprowadzić się w inne rejony, zdecydowanie bardziej Twoje ;), marzy mi się Szwajcaria, a jeśli się nie uda to Niemcy. Lassen wir uns ueberraschen ;)!

  5. Anonimowy napisał(a):

    Dzień dobry,milo jest przeczytać o kraju który odwiedzam dwa razy do roku,ktory jest piękny,naturalny.Zachłysnęłam się tamtejszą przyroda,krajobrazami,kraj jak z bajki.Mąż pracuje od 4 lat w Szwajcarii mamy dzieci w wieku gimnazjalnym,strach przed nowymi zwyczajami,przed kulturą,brak znajomości języka sparaliżował mnie i zdecydowalam,że zostanę w Polsce(prawdopodobnie zawazy to na dalszym moim zyciu), chce podkreślić,że dokonalam błędnego wyboru,na dzien dzisiejszy,kiedy czuję,że tam mialabym duzo więcej mozliwości,przede wszystkim dla dzieci świeciła by się lepsza przyszłośc nie mogę już wyjechać,bo cięzko byłoby by się dzieciom juz w tym wieku wyszkolić.Za późno dotarło do mnie,że trzeba chwytać okazję,że trzeba brac calymi garściami to co daje nam dobry los!!!Pozdrawiam wszystkie rodziny na emigracji,ktore postanowily zaryzykowac dla wsolnego dobra!

  6. Emilia Krywko napisał(a):

    Mam wrażenie, że pewnie większość ludzi z naszej grupy na fb można by podpiąć pod to szukanie nowych perspektyw, a przez to także swojego miejsca. Dzięki za podzielenie się swoją historią. Miło też, że Jacek napisał co nieco od siebie (ja nie wiem, co oni mają z tymi 'marudami'). :-)

  7. Szczerze mówiąc nie jestem przekonana co do tego, że był to miłosny zryw. Z jednej strony za miłością wyjechałam, ale nie było to spontaniczne, nie rzuciłam wszystkiego od tak i nie poleciałam uskrzydlona do partnera. Decyzja była przemyślana, była lista za i przeciw, wiele wątpliwości i rozterek ;)

  8. Patrycja! Jak wyszły domki z piernika? Proszę o zdjęcie! Zaczęłam zaglądać na Twoje bloga, ale mam jeszcze dużo do nadrobienia. Norwegia mnie nigdy specjalnie nie pociągała, ale mam tam rodzinę i chętnie przybliżę sobie ten kraj :) Buźka!

  9. Moniko, wiele racji w tym co piszesz :) Mam jednak nadzieję, że Szwajcaria jest tym moim kątem, który zapewnia mi to czego od życia oczekuję i nigdy mnie nie zawiedzie. W życiu jednak różnie bywa, nie można być niczego pewnym, a czas pokaże jak potoczy się moje życie :)

    Do Szwajcarii serdecznie zapraszam! Jeśli będziesz miała jakieś pytania w sprawie organizacji wyjazdu i pobytu tutaj, pisz śmiało! Zapraszam również na kawę do Zurychu :)

  10. Ja też nie wiem co z tymi "marudami", przecież ja nie marudzę! Co najwyżej w sposób dobitny wyrażam swoje niezadowolenie i robię to tak długo, aż dotrze do chłopa mego ;)

  11. Diana, dziękuję za wypowiedź :) To prawda, że takie wyjazdy pozwalają na głębsze i bardziej świadome zajrzenie w głąb siebie. Widzę po sobie jak wiele się nauczyłam i jak wiele odkryłam w sobie cech, o które w życiu bym się nie podejrzewała. Uważam, że to wielkie szczęście móc podejmować samodzielne decyzje, które mają pozytywny wpływ na dalsze życie, poszerzać horyzonty i przede wszystkim mieć odwagę do wielkich zmian. Nie oszukujmy się, emigracja to ogromna zmiana, która podjęta pochopnie może przynieść więcej płaczu niż radości. Trzymam mocno kciuki żeby wszystkie Twoje decyzje przybliżały Cię do realizacji zamierzonych celów i spełnienia marzeń! No i serdecznie zapraszam do Szwajcarii, jeśli nie na dłużej to choć na chwilę, na kawę do Zurychu i na spotkanie z górską zwierzyną ;)

  12. Dzień dobry! Przykro jest słyszeć, że nie jest Pani zadowolona ze swoich życiowych wyborów. Jestem jeszcze młoda i nie śmiem oceniać ani doradzać, ale swoje dwa grosze chcę wcisnąć. Po pierwsze uważam, że związek na odległość można pielęgnować i utrzymać. Moi rodzicie wiele lat w ten sposób żyli, czasem nie widzieli się miesiącami i przetrwali! Dziś są zgodnym małżeństwem wiodącym udane życie w Polsce, ponieważ nie zdecydowali się na przeprowadzkę do Niemiec. Jeśli obu stronom zależy na utrzymani silnej więzi można nad tym pracować i przetrwać "trudne" czasy :) Po drugie nie uważam, że dzieci w wieku gimnazjalnym są jakąkolwiek przeszkodą! Oczywiście, to trudny wiek i na pewno nie byłoby im łatwo, ale człowiek to taka istota, która potrafi się dostosować do wielu sytuacji. Sądzę nawet, że zmiana wyszłaby im na dobre. Szybko podszkoliły by język, na pewno odnalazły się z czasem w tutejszej rzeczywistości no i przede wszystkim były blisko drugiego rodzica. Może to kwestia rozmowy z dziećmi? Dyskusji, rozważenia za i przeciw, wysłuchania ich zdania, ich obaw. Dialog to podstawa :) Proszę nie spisywać wyjazdu na straty! Może jednak warto przysiąść do języka, porozmawiać z dziećmi, skonsultować się z mężem i jeszcze raz zasiąść do podjęcia decyzji… może los na to czeka żeby dać Wam druga szansę :)

  13. Gosia D. napisał(a):

    Wyjazd to poważna decyzja. Dobrze, że dałaś sobie czas. I dzięki temu jesteś teraz zadowolona. O to właśnie chodzi. Trochę podobna Twoja historia do mojej, chociaż moja miała więcej zakrętów. Pozdrawiam Cię serdecznie i czekam na ten wpis o Holandii!

  14. Gosia D. napisał(a):

    Takie decyzje są niezmiernie trudne do podejmowania. I świetnie rozumiem Pani wątpliwości. W takiej sytuacji zawsze są. I nigdy nie można być pewnym, czy podjęło się właściwą decyzję. Z jednej strony na szali małżeństwo. Z drugiej dzieciom, którym brakuje ojca na codzień, ale w tym wieku już trudno się przystosować do nowych warunków. Też musiałam podjąć podobną decyzję: żyć na odległość, co trenowaliśmy już 3 lata i zwłaszcza na małym synku się mocno odbijało (brak męskiego wzorca), czy rzucić ukochaną pracę i przestawić cały świat dzieciom (młodszym niż Pani). Ja zdecydowałam inaczej: przeprowadziliśmy się z Niemiec do Holandii. Było to 3 lata temu, a ja wciąż nie jest przekonana, czy słusznie postąpiłam. Dla mojego męża jest tak zdecydowanie lepiej, na syna przeprowadzka miała zbawienny wpływ, córka do tej pory się z tą sytuacją nie pogodziła i ma kłopoty z pełnym przystosowaniem, a ja nie znalazłam pracy. Wszystko ma swoje wady i zalety. Jaki jest bilans? Nie umiem ocenić. Nie wiem przecież jak potoczyłoby się nasze życie, gdybym zdecydowała odwrotnie. Może uda mi się jakoś to podsumować pisząc własnego posta w tym projekcie. Zapraszam do przeczytania na allochtonka.blogspot.com

  15. Anonimowy napisał(a):

    Moja historia jest taka. W ubieglym roku poznalam mojego narzeczonego na jednym portali w internecie. Mieszka w Szwajcarii od 41 lat, ale jest z pochodzenia Turkiem. Pare razy go odwiedzilam w Szwajcarii. Poznalam dwoch synow z pierwszego malzenstwa. Jeden mnie zaakceptowal , drugi nie, Mialam stala prace w Polsce w ksiegowosci, ukonczone studia na Uniwersytecie – Administracja i Akademii – Zarzadzanie. Po rozmowach z moim narzeczonym, zareczynach, zdecydowalam sie zrezygnowac z pracy w Polsce i przyjechac tutaj. Narzeczony obiecal mi pomoc znalezc prace w Szwajcarii. Jednak nie okazalo sie to takie latwe jak mi obiecywal. Do tej pory nie moge znalezc pracy – przeciwnosci – wiek ,ponad 50 lat, za wysokie kwalifikacje. Chcialam sprobowac pracowac w marketach, wprowadzac dane, pracowac z dziecmi niepelnosprawnymi, w magazynie, Jednak otrzymywalam tylko odmowy, brak doswiadczenia zawodowego na danym stanowisku albo za wysokie kwalifikacje -wyksztalcenie. Probowalam znalezc prace w barach na lotnisku w Zürichu, ale tez ciezko. Teraz staram sie o prace jako praktykanta Hauswirtschaft (czyli generalnie sprzatanie pokoi, kuchni, przygotowywanie sniadan dla osob starszych) w Centrum opieki, Zaproponowali mi strasznie niska stawke 1000Fr. Nie to jeszcze ostateczna propozycja, mysle jeszcze to troche przedyskutowac. Po ukonczeniu rocznej praktyki otrzymalabym certyfikat. Chcialabym pojsc na kurs dla opiekunek w SRK, ale nie wiem czy sobie poradze z moja znajomoscia niemieckiego. Duzo rozumiem, ale odowiadam na poziomie komunikacyjnym. Nie chce sie jednak poddawac, pomimo, ze moja milosc tez mi nie ulatwia zycia, wychodza roznice kulturowe, Jego wysoko rozbudowane ego, pracuje na stanowisku kierowniczym, Zamiast mnie motywowac, to slysze tylko uwagi ze za malo sie staram w dozeniu do celu, moje wady – wiek, slaba znajomosc j. niemieckiego, nieuznawanie przez Szwajcarow studiow ukonczonych w Polsce . Byly rozstania i powroty, ale jest coraz chlodniej miedzy nami. Nie mam juz pracy w Polsce, Istnieje jeszcze alternatywa pracy jako opiekunka ludzi starszych w Niemczech przez agencje. Bylam juz na takiej rozmowie i przyjmuja od razu do pracy w Niemczech, Austrii, Holandii. Nie ma tak wielkich wymagan jak w Szwajcarii.Wystarczy komunikatywna znajomosc j. niemieckiego. Ciekawe jaki scenariusz napisze zycie.
    pozdrawiam serdecznie tez Ania

  16. Anonimowy napisał(a):

    P.S. Dzis rozmawiam z synem mojego narzeczonego i dowiedzialam sie, ze moge udac sie do Gemeinde i tam starac sie o doplate do wynajmu mieszkania, pokrycie kosztow Krankenkasse oraz ubezpieczenia. Mozliwe, ze otrzymam rowniez tzw. "Taschengeld". pozdrawiam Ania

  17. Anonimowy napisał(a):

    Bardzo fajny blog! Sama mieszkałam przez pół roku w Szwajcarii, w Bernie, świetnie się czyta o tym pięknym kraju i aż kusi, żeby pojechać tam ponownie. Chciałabym zapytać czym zajmujesz się w Szwajcarii i jak udało Ci się znaleźć pracę? Czy było trudno?
    Pozdrawiam, Kasia

    • Anna napisał(a):

      Część Kasiu! Wybacz za zwłokę w odpowiedzi! Dziękuję za miłe słowo odnośnie bloga :) Jeśli chodzi o moje zajęcia to chwilowo jestem bezrobotna, ale zajęć innych mi nie brakuje ;) Swoją pierwszą pracę jako opiekunka do dzieci znalazłam tu za pośrednictwem Internetu. Zarejestrowałam się na kilku stronach typu http://www.betreut.ch i jakoś poszło. Jestem pedagogiem z wykształcenia i teraz starać się będę już o pracę w swoim zawodzie, a więc w żłobku bądź przedszkolu. Póki co szukałam trochę na pół gwizdka, byłam na kilku dniach próbnych, ale bez efektów. Jak coś znajdę to na pewno o tym napiszę. Pozdrawiam Cię serdecznie! :)

  18. Julia napisał(a):

    A jakie studia kończyłaś w Polsce i jak teraz pracujesz w Szwajcarii?
    Pozdrawiam! :)

    • Anna napisał(a):

      Hey. Skończyłam Filologię polską ze specjalizacją nauczycielską + Terapia pedagogiczna również z uprawnieniami. Pracuję z dziećmi :)

  19. Karol napisał(a):

    Podziwiam. Jednak ja nie jestem stworzony do życia na emigracji. A przynajmniej nie na tym etapie swojego życia. Jednak nie wykluczam wyjazdu, życie w końcu pisze różne scenariusze. Chciałbym tylko aby był to wyjazd bardziej turystyczno-wypoczynkowy, niż zarobkowy. Pozdrawiam

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.