Capuns, szwajcarskie gołąbki?

 
 
Wygląda zachęcająco? Mnie przypomina w formie gołąbki, dlatego też ta potrawa zyskała u mnie miano szwajcarskich gołąbków. Jest to danie tradycyjne, pochodzące z kantonu Graubünden, podobnie jak wcześniej opisywany przeze mnie maluns. Gospodynie tamtych regionów dwoiły się i troiły, aby niskim kosztem nakarmić swoich ciężko pracujących mężczyzn do syta. Ze względu na biedę, potrawy tworzono przede wszystkim na bazie ziemniaków, mąki, mleka, serów oraz łatwo dostępnych warzyw, takich jak choćby boćwina czy kapusta. Od święta na talerze trafiało mięso. Ile domów i pomysłowych gospodyń tyle przepisów na capuns. Ja przedstawię Wam dziś przepis standardowy, smaczny i prosty :)
 
 
 
SKŁADNIKI:
 
– ok. 20 dużych liści boćwiny,
– 150 g mąki,
– 2 jajka,
– ok. 80-100 ml mleka,
– szczypta soli i pieprzu,
– 1 szalotka,
– 20 g chudego boczku (opcjonalnie),
– 25-30 g salsiz i 25-30 g Bündnerfleisch (wędzona, cienko krojona wołowina),
– dwie łyżeczki masła,
– 200 ml gorącego bulionu,
– 100 ml śmietany,
– mały pęczek szczypiorku.
 
 
No to do dzieła! Mąkę mieszamy z rozbełtanymi jajkami dodając przy tym mleka tak, aby konsystencja nie była zbyt płynna. Doprawiamy solą i pieprzem, aczkolwiek w przypadku użycia wędlin uważamy z ilością soli! Jeśli robimy wersję mięsną to w tej chwili kroimi salsiz w małą kostkę i dorzucamy do reszty składników. Całą masę mieszamy energicznie, a następnie odstawiamy na pół godziny. W międzyczasie blanszujemy liście boćwiny. Zanurzamy je na ok. minutę we wrzącej wodzie, a następnie rozkładamy je na ścierce aby dokładnie je osuszyć. Kiedy liście już wyschną, na każdy, nakładamy łyżkę wcześniej przygotowanego farszu i zawijamy jak tradycyjne gołąbki, tak aby podczas gotowania nie rozwinęły się. Dla pewności możemy też związać je włóczką. Podsmażamy nasze gołąbki, z każdej strony delikatnie, a następnie zalewamy je bulionem i śmietaną. Dusimy je w tym sosie 10-15 min (w zależności od wielkości), a następnie przekładamy do żaroodpornego naczynia i wkładamy do piekarnika rozgrzanego do 50-80°.Sos z bulionu i śmietany redukujemy i dodajemy 2/3 posiekanego szczypiorku. Nasze gołębie podajemy polane sosem i, w wersji mięsnej, posypane kawałkami pokrojonej wędliny. Możemy oczywiście dodać do tego jakieś warzywka, choćby świeżego pomidora, jak na powyższym zdjęciu.


 
 
Wersja lżejsza i delikatniejsza to wersja z serkiem typu quark (ok. 150g), który dodajemy do mąki i jajek zamiast mleka. Całą resztę, krok po kroku, wykonujemy tak jak we wcześniejszym przepisie. 
 
Kilka uwag do przepisu:
 
– jak wcześniej wspomniałam, salsiz oraz Bündnerfleisch możemy zastąpić szynką czy inną wędliną bądź całkowicie pominąć mięso i zrobić wersję wegetariańską,
– do farszu możemy dodać zioła bądź odrobinę gałki muszkatołowej,
– szalotkę możemy zamienić kawałkiem podsmażonego na maśle pora,
– można pominąć śmietanę i zrobić wersję light na samym bulionie.


(Visited 226 times, 1 visits today)

4 Comments

  1. Anonimowy napisał(a):

    nie wiem po co propagowac kuchnie szwajcarska i to przepisy wziete z sieci? ich kuchnia nie jest smaczna, jest prymitywna , prosta , smierdzaca rozgrzanymi serami i nic w tym ciekawego ani niezwyklego, choc dla poczatkujacego forumowicza na pewno fascynujaca…za chwile to sie odmieni jaki i cala swajcarskosc..

  2. Ania napisał(a):

    Drogi Anonimowy, to, że Ty nie gustujesz w szwajcarskiej kuchni (o ile w ogóle masz z nią styczność), nie znaczy, że inni nie mogą jej polubić czy spróbować. Dziękuję Ci za uwagę, jednak była by pełniejsza gdybyś podpisał/a się choć z imienia, łatwo pluć jadem pozostając anonimowym, prawda? Pozdrawiam Cię serdecznie i życzę więcej optymizmu! :)

  3. Pawel Pyk napisał(a):

    Ciężko powiedzieć, że to kuchnia szwajcarska. To kuchnia gryzońska – poza Gryzonią capuns są praktycznie nieznane (choć Migros próbował je sprzedawać). Podobnie jak np. pizzoccheri.
    Przez większość historii Gryzonia (wraz z trzema małymi kantonami: Valtellina, Chiavenna, Borgio, należącymi obecnie do Włoch) była niezależnym państwem ludności retoromańskiej. Ze Szwajcarią łączyły ją głównie sojusze militarne, ale najsilniejsze związki gospodarcze i kulturalne miała z Republiką Wenecji. Tam Gryzończycy nauczyli się gotować i wyrabiać słodkości. Po zmianach politycznych zaczęli swoją wiedzę cukierniczą eksportować na całą Europę. Przez XIX wieczną Warszawę przewinęło się około 300 gryzońskich cukierników. Najbardziej znani z nich to rodzina Blikle…

  4. Anonimowy napisał(a):

    Byłam w ubiegłym roku w Maienfeld, niedaleko Chur. Do dziś pamiętam smak capuns. Niebo w gębie!! Podobnie jak kilka innych potraw. No i te sery!! Zdecydowanie lubię kuchnię szwajcarską. No, niech będzie – gryzońską ;)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany.